ad.a6
01.07.17, 09:07
...mi o sobie przypomniał. Znowu to samo. Po raz kolejny wynajął kawalerkę obok mnie. I pisze smsy. A to żeby mu przypomnieć jakiś tytuł filmu/płyty, a to żeby iść na kolację, a to na spacer z psem. Smsując dał do zrozumienia, że owszem, coś do mnie czuje, ma ogromny sentyment do tego co było, i chciałby się spotykać, spędzać razem czas i nawet pójść do łóżka (z naciskiem na to ostatnie) ale o związku nie ma mowy. I teraz moje odczucia: czuję się jakbym dostała w policzek (to chyba świadczy o tym, że coś do niego jeszcze czuję)....bo tyle razem przeszliśmy, tyle przecierpieliśmy różnych ciężkich sytuacji, chorób, finansowych masakr....i wtedy byłam jak matka, jak opiekunka, której wypłakiwał się w ramionach. Przykro mi teraz że zasłużyłam po tym wszystkim na miano dziwki z doskoku, gdy on będzie miał czas. I od razu mówię, że ja się do takiej relacji nie nadaję, dla mnie seks to zobowiązanie, zobowiązanie emocjonalne, u mnie seks wyzwala oczekiwania pewnej lojalności (że tylko ze mną) a nie że po wszystkim on idzie "do siebie", do swojej strefy prywatności i robi tam co chce i ja nie mam tam dostępu (po różnorodności jego wypowiedzi wiem co może być, to co dawniej...cyberseks, seksczaty, oglądanie pornostron, których ja nie tolerowałam). Dlatego chce mieszkać sam. A z drugiej strony wiem też, że nawet gdyby chciał być ze mną w stałym związku tzn mieszkać razem, nie zgodziłabym się, gdyż wiem, że nadal ma jakieś tyły finansowe, długi, niezdane prawko, komornicy. W łóżku był za*ebisty. Tęsknię za nim. Tak po prostu i po ludzku. Ale d*pą na zawołanie nie będę. Tak się chciałam wygadać.