kondolyza
13.07.17, 22:13
co sądzicie o takiej sytuacji
w dlugi weekend sierpniowy od lat wyjezdzamy gdzies z przyjaciolmi. Jedna rodzina z naszej paczki wyprowadzila sie 2 lata temu do Białowiezy i postanowili w tym roku urządzic nas coroczny zjazd u siebie.W związku z tym planując wyjazd do nich i wiedząc że będzie przypadal w zasadzie prosto z lotniska po moim urlopie chcialam sie przygotowac. Mam tu na mysli m.in. to ze chcialam kupic prezenty dla ich dzieci (3lata i 7). Zadzwonilam podpytac czy mają taką iksinską czy igrekowską książkę/płytę/grę i na to dostalam info wymijające na zasadzie: hmmm noooo...yyy...hyba nie mają ale jakby co to kup jej Zabawkę A a jemu Zabawkę B." Zyczenia telefonicznie nie byly dla mnie jakies extrawagandzkie,ale chwile po rozmowie dostalam od kumpeli sms z linkiem do przedmiotow i haslem ze wlasnie tego z kolekcji jej dzieci nie mają. Wlasnie wracam z Galerii Mokotow-Obie zabawki w Smyku kosztują powyzej 150 zl ...
ok,mam te pieniądze
ok stac mnie
ale po pierwsze-dzieciom nie kupuje "bez okazji" prezentow drozszych niz 50-70 zl,na okazje typu urodziny moge kupic za ok 100. Drozsze uwazam za przegięcie i z zasady nie kupuje nawet swoim. moglabym wydac o wiele wiecej na buty,ubrania,kurs ale NIE NA ZABAWKI
po drugie-jakies mi sie to wydaje słabe zeby takie roszczenia na zasadzie-"zamawiamy to i to" wysnuwac wobec kogos kto mial inicjatywe i dopytal czy nie mają takich rzeczy zeby sie nie powtorzylo...,
co Wy o tym sądzicie?
ps.podjelam od razu decyzje,kupilam dzieciakom książki.