Pisałam niedawno o rozstaniu, dziękuję za wszystkie słowa otuchy

Zaintrygował mnie ostatni wątek o wysokości alimentów i sama chciałabym Was dopytać o nie. Na dziecko mam 300zł * 2 dzieci. Nie jest to zasądzone sądownie. Ojciec bierze dzieci na 4 dni w miesiącu. Ja zarobie tyle ile będę pracować, starcza mi na utrzymanie, ale bez szaleństw. Mam własne mieszkanie i auto. I teraz tak:
- kwota od ojca nie starczy nawet na opiekunkę dla dziecka (nie ma żłobka, dziecko nieprzedszkolne)
- ojciec wie, że zadbam o dzieci i dam im wszystko, nawet jeśli nie będzie płacił
- czuję, że sytuacja jest totalnie nie fair - wiadomo razem jest łatwiej, o to nie chce mieć pretensji - ale widzę jak wydaje pieniądze, gdy nie musi na rodzinę. Spełnia tylko swoje zachcianki, na które wcześniej nie było, z racji ważniejszych potrzeb. Ja oszczędzam na każdym kroku, staram się jeszcze odkładać, tak dla własnego poczucia bezpieczeństwa chociaż
- już wiem, że będzie batalia o podwyższenie alimentów. Obawiam się, że może tak kombinować, aby udowodnić, że nie ma pieniędzy.
- zaproponowałam podniesienie kwoty dla dzieci lub większy udział w opiece nad nimi. Jeśli nie może finansowo to powinien w opiece(??) Tak, aby chociaż zmniejszyła się kwota na opiekunkę. Czy mam realne szanse???
Podsumowując, nie chcę utrzymywać się z alimentów, ale czuję niesprawiedliwość, gdy tatuś miga się od opieki i jeszcze śmie twierdzić, że kosztami dzielimy się po pół, a sam żyje jak wolny ptak rzucając czasami jak bardzo tęskni za dziećmi...