Zadziwia mnie tempo, w jakim pędzi współczesna moda. Jesień się nawet na dobre jeszcze nie zadomowiła, a tu Pantone wyskoczył jak gumka z majtek już z kolorami na wiosnę (2018 oczywiście). Nie dość że w tym sezonie ogłosili dwie palety kolorów (dla NY i UK), to jeszcze ten, komu te kolory nie pasują, może zostać trendsetterem, czyli wyprzedać "trendy" o pół roku i nosić już kolory z wiosennej palety. Oficjalnie więc ogłaszam: wszystko jest modne. (przynajmniej, jeśli chodzi o kolory). A jeśli chwilowo nie jest - poczekaj pół roku, na pewno będzie

A potem minimalistki i zwolenniczki slow fashion biją na alarm, że mamy coraz więcej zakupoholiczek - cóż, trudno się dziwić, jak chce się mieć kieckę w KAŻDYM "modnym" kolorze (a że "modnych" kolorów jest ze 20-30, to jest na co wydawać pieniądze). Chociaż ma to też dobre strony - większy wybór w sklepach

Co o tym sądzicie?