Ostatnie 2-3 tygodnie są wyjątkowo pechowe.
Najpierw rozmagnetyzowała się chłopowa karta do bankomatu od konta na które przychodzi wypłata. Konto w innym kraju, po nową trzeba by albo samochodem jechać 1500km albo wydać 300e na samolot. Nic to, otworzył nowe konto, część środków zdążył przelać po czym nastąpiła jakąś blokada w systemie i już reszty przelać nie może bo nie przychodzi sms z kodem bezpieczeństwa.. Dzwonił gdzie się da, na wszelkie infolinie, do oddziału banku gdzie konto było otwierane i już ponad tydzień nikt nie wie co z tym zrobić, jak nie działało tak nie działa. Tym sposobem mamy zamrożone na koncie ponad 3 tys euro i nie sposób ich ruszyć. . Jedyna opcja to znów pojechać i osobiście wypłacić w kasie..
Komplikuje nam to mocno życie bo szukamy mieszkania a tu gdzie mieszkamy jest deficyt i wszystkie dostępne schodzą na pniu. My nie mamy jak wpłacić kaucji i juz 2 sensowne nam przepadły..
Dodatkowo ja sobie wczoraj wbiłam nóż centralnie w środek dłoni ( krojąc bułkę ehh ) a chlop godzinę temu złamał jedynkę..
Jak tak dalej pójdzie to ja dziękuję.. Strach się bać porodu
Macie jakieś sprawdzone zaklęcia na pecha? Jakieś jajko komuś przelać czy korzeń mandragory gdzieś wetknąć?