saszanasza
28.11.17, 08:26
Taka sytuacja: Nowo utworzona, tegoroczna klasa czwartoklasistów (w większości 9latków).
Nowa szkoła podstawowa po gimnazjum.
Wymagania edukacyjne wysokie, nauczyciele nie popuszczają, osobiście wolę taki wlaśnie system nauki. Problem pojawia się podczas organizowania wyjść/wyjazdów. Przede wszystkim dzieci są straszone, że jak Piotruś/Grzesiu/Kaziu nie będzie grzeczny to cała klasa nie wyjdzie na dwór/nie pojedzie do kina/będzie miała taki a taki zakaz. W trakcie mailowej dyskusji z nauczycielką, ta zaprzeczyła, ze dzieci nie wyjeżdżają bo ponoszą "solidarnie" kary za zachowanie kilkorga dzieci, natomiast stwierdziła że dzieci są, uwaga! za małe(sic!), by na przykład nocować w szkole (pomysł dyrektorki). Kiedy napisałam, że duża część tych dzieci ma już za sobą wyjazdy na zielone szkoły, obozy, kolonie, nastąpiła zmiana frontu ze strony wychowawcy. Okazało się teraz że niektóre dzieci są poza grupą, niektórych nie puszczają rodzice, niektórzy się boją, no i tym właśnie dzieciom byłoby przykro, bo takie wyjazdy służą integracji a nie można zintegrować grupy, jeśli kilkoro dzieci z jakiegoś powodu uczestniczyć w danym wydarzeniu nie chce/nie może. Właśnie w trosce o te dzieci nie będzie zielonej szkoły, wyjazdów do kina, na wycieczki...
Co robi więc ematka? Czeka grzecznie kilka lat, aż cała grupa się zasymiluje, dzieci dojrzeją, dorośli zmądrzeją, czy buntuje się przeciwko "wizji" nauczycielki.
Szczerze mówiąc korciło mnie by nie spytać, czy nauczyciele również w trosce o zdrowie psychiczne niektórych "wrażliwszych" dzieci, nie stawiają im złych ocen, tylko dostosowują do średniej ocen w grupie, tak by wszyscy byli zadowoleni....