beataj1
15.01.18, 21:23
Miałyście do czynienia? Należałyście? A może dalej należycie.
Ja miałam do czynienia przy okazji bierzmowania (które to z przytupem zakończyło moją wspópracę z kościołem). W ramach przygotowań do bierzmowania kazali iść na 3 spotania oazowe i wyjechać na jakis obóz. Obóz Jana czy innego Jakuba.
Pamiętam mój szok jak poszłam na tą oazę. Ludzie zaczeli się modlić w kółku, machać rękami, podrygiwać. Wyglądało to na jakiś trans. Co chwila ktoś wykrzykiwał alleluja.
Natychmiast uznałam że są świrami i przerażona siedziałam do końca zajęć. Pozostałe zajęcia odbyłam już z koleżanką która miała mi dawać otuchę i zapewniać bezpieczeństwo.
Serio pierwszy raz w życiu czułam że jestem otoczona niezrównoważonymi ludźmi.
A potem był ten wyjazd. Organizowany przez ludzi z oazy. Dwa dni indoktrynacji niemalże w stylu sekciarkim. Jak ktoś zadawał za dużo pytań czy dyskutował natychmiast był odseparowywany od grupy zalewany miłością i mocnej namawiany do bożej miłości. Cały czas podkręcane były emocje i wywierana presja. Na koniec chyba ze 4 osoby wpadły w histerię że oto odkryły że Bóg ich kocha i nic innego nie ma znaczenia.
A zamknięciem tego wyjazdu był manewr którego perfidię z psychologicznego punktu widzenia zrozumiałam po latach.
Otóż była msza po której każda z osób miała podejść do ołtarza i na głos przed wszystkim oddać swoje życie Bogu. Oczywiście milcząca presja tłumu była bardzo wyraźnie odczuwana i każda kolejna osoba podchodząca do tego ołtarza wpadała w coraz większe spazmy. Coś na zasadzie zbiorowej histerii. Ja nie podeszłam ale chyba tylko dlatego że w pewnym momencie zaczełam się wkurzać na to co się tam wyprawia. A że nie artykułowałam wkurzenia na głos, nie mieli szansy mnie przekabacić. Ale i tak podeszła do mnie jedna z osób prowadzących z pretensjami że ja nie poszłam pod ten ołtarz.
Jak wróciłam do domu z tego wyjazdu to z ulgi aż sie popłakałam.
Macie jakieś doświadczenia z oazą. Może tylko ja trafiłam na nawiedzonych