Podczas studiów i kilka lat po studiach miałam przyjaciółkę. Mieszkalysmy w innych miastach ale spotykalysmy sie gdy jezdzilam do domu. Glownie imprezowalysmy. Nasza znajomosc trwala chyba glownie dlatego ze dosc rzadko sie spotykalysmy bo dziewczyna miala trudny charakter. I bylo coraz gorzej... bo gorzkniala coraz bardziej - nie miala szczescia do facetów i praktycznie zadnych znajomych - pod koniec bylam z nia troche ze wspolczucia, zeby nie byla sama. Ale oczywiście byly tez lepsze momenty. Mialam kompanke do imprez, mialam z kim pogadac o facetach. W pewnym momencie zerwalam znajomosc ale bez konfrontacji. Po prostu przestalam sie odzywac. Stwierdzilam ze wiecej daje w tym zwiazku niz biore i zaczyna byc on toksyczny. Cale szczęście w tym okresie ona poznala faceta wiec szczegolnie jej to nawet nie obeszlo. I nastapilo 5 lat ciszy ktora byla.przez nia dwukrotnie przerwana proba kontaktu, która ja zignorowalam. Raz zadzwonila w moje urodziny, ale odpisalam sms ze nie moge rozmawiac bo jestem w teatrze. I raz napisala mi cos na fejsie ze 'czas przerwac te cisze' co tez zignorowalam.
No i teraz znow do mnie napisala. Ze przeprowadzila sie do mojego miasta i ze chce sie spotkac. I nie wiem co robic.
Przez te 5 lat pewnie zmienila sie zupelnie. Ale co jej powiem jak ja spotkam? Ze czemu milczalam? Jestem slaba w takich konfrontacjach. Z drugiej strony brakuje mi przyjaciolki. Fajnie byloby miec znowu kogos takiego choc nie wiem jakby sprawdzila sie teraz ta znajomosc bo z uwagi na zmiany jakie zaszly w moim zyciu (2 malutkich dzieci) juz nie imprezuje
A moze zostawic ten zwiazek w przeszłości i nie wracać do niego.
Tylko ze mysle o niej regularnie. Ona na pewno tez o mnie mysli.
Ja pitole... nie wiem co robic.