niu13
30.04.18, 22:00
Od czwartku, 26.04, nasze życie wykonało zwrot 180st. Starszy młody jest chory przewlekle, na chorobę, która nigdy się nie wyleczy i bardzo prawdopodobne, że umęczy jego życie. Nie jest to choroba śmiertelna, lecz przewlekła, autoimmunologiczna i prowadząca do poważnych powikłań.
Od paru dni żyję, jakbym śniła. To jest jakiś kosmos. Ponieważ on żyje jak dotąd, właściwie nic mu się nie dzieje złego. Nie sądzę, aby rozumiał, co go spotkało, nie starcza mu wyobraźni, natomiast ja jestem nieprzytomna z bólu, chora od wyobrażeń, czym będzie teraz całe jego dorosłe życie. Może być normalne, a może być koszmarem- nic nie jest pewne w tej chorobie, każdy chory ma inną historię.
Nie wiem właściwie, po co to piszę. Nie chcę żadnych pocieszeń, wyrazów współczucia.
Chciałam tylko powiedzieć wszystkim matkom chorych dzieci, które tu się wypowiadają, że teraz rozumiem doskonale, przez co przechodzicie i co czujecie. Absolutnie przesrane.