barbarakrakus
06.05.18, 20:32
Nie lubię rodzenstwa męża. Widujemy się na szczeście rzadko z racji dużych odleglosci. Kiedyś odwiedzali nas często, mi to do pewno momentu nie przeszkadzało. Przyjeżdżać ma weekend z okazji imenin, dluzszego wolnego itp. Potem zapraszałam ich tylko na konkretne okazje typu chrzty, komunie dzieci itp. Dzieci już duże takie imprezy obowiązkowo rodzinne się pokończyły. Mi się z wiekiem oczy otwierały - u nich nigdy nie byliśmy, nie zapraszali nas. Można by to było tlumaczyc tym, że bezdzietni, wolne ptaki, nieformalne związki itp. Ale wszyscy jesteśmy już w okolicach 40+. Przez tyle lat ani razu nie zrobili dla blizszej rodziny chociazby proszonego obiadu. Zaznaczam, że nie oczekuję tego, bo nie lubię ich, nie mamy o czym gadać. Ale jest pewne ale. Zbliża nam się z mężem okrągła rocznica i podczas rozmowy telefonicznej siostra męża wypytywała czy planujemy imprezę. Nastepnym razem brat dopytywał kiedy się spotkamy jak powiedzialam że nie wiem to stwierdzilismy, że dawno się nie widzielismy więc żebym coś wymyslila. No i zaczynają mnie wkurzać te podchody i naciski między wierszami. Parcie na tą imprezę. Nie myślałam o tej rocznicy w taki sposób. Swietowalibysmy pewnie przy grila z tymi, których bym zaprosiła, bo lubię. Co o tym sądzicie? denerwują mnie te naciski i podteksty z ich strony.