Kuzyn męża ma w pobliżu nas kawałek ziemi i jest tam staw, dość duży, ok. pół hektara, przy tym głęboki (5-6 m), więc fajnie się w nim pływa, woda czysta, zbudowane dwa pomosty i jedno zejście z piaskiem. Chodzimy tam latem popływać, a mąż czasem ryby łowi. Kuzyn teren ze stawem ogrodził i wywiesił tabliczki "teren prywatny", bo nie chciał, żeby wszyscy z okolicy przychodzili się tam kąpać, śmiecić, palić ogniska itd, poza tym obawiał się problemów jak ktoś się tam utopi...
My dostaliśmy od kuzyna klucz od furtki i możemy sobie przychodzić kiedy chcemy, także jeśli przyprowadzimy ze sobą znajomych, nie ma problemu. Bywaliśmy tam ze znajomymi, z córką, kiedy jest u nas. No i zdarzyło się, że raz zabraliśmy ze sobą znajomego, który odwiedził nas z córką i wnukiem. Spodobało mu się tak, że uznał staw za idealną miejscówkę na szybki wypad dla ochłody i relaksu. Nie przeszkadza mi, żeby zabrał się z nami jeśli sami się tam wybieramy, ale ostatnio zadzwonił w tygodniu i spytał kiedy będę w domu, to przyjedzie po klucz od stawu, bo ma kilka dni wolnego i chciałby codziennie tam przyjeżdżać popływać. Z wnukiem i może jeszcze z kolegami. Odmówiłam, powiedziałam, żeby zadzwonił w weekend, to mu powiem czy i kiedy ja tam będę i wtedy może przyjechać. No i obraza... Nawet zadzwonił do mojego męża (który jest we Włoszech) i poskarżył się, że nie chcę mu udostępnić stawu. Mąż jednak miał to samo zdanie co ja. Oddzwonił do mnie, powiedział, że "Wiesiek się obraził, bo jesteśmy nieużyci". Podobno nalegał uparcie, żeby mąż namówił mnie do udostępnienia klucza. Potem znajomy jeszcze raz dzwonił do mnie i domagał się, żebym - skoro obawiam się sama decydować - zadzwoniła do kuzyna i spytała, czy nie ma nic przeciwko. Znowu odmówiłam, nie będę kuzynowi d... truła, nie po to ogradzał staw, żeby teraz jakieś obce osoby tam wchodziły. Więc teraz obraza na całego, na koniec znajomy stwierdził melodramatycznie : "bo ja zawsze wiedziałam, że ty mnie nie lubisz !"

Ludzie to jednak bezczelni są.
A Wy - dałybyście klucz w tej sytuacji ?