Po pierwsze, po przeczytaniu chyba długo jeszcze spać nie będę, książka zrobiła na mnie dziwne wrażenie i wręcz zestresowała, chociaż to przecież typowy kryminałek. Pooglądałam sobie jeszcze teraz te ryciny z Mniejszego klucza Salomona i Biblii diabła, zastanawiam się, dlaczego ludzki umysł tworzy takie niepokojące rzeczy (z książek Hermana sprawdzam sobie zawsze wszystko, o czym do tej pory nie wiedziała,

).
Po drugie, czytelniczki Hermana, kogo obstawiacie jako ostatnią ofiarę w spalonym samochodzie? Budnego? A kogo jako mordercę? Bo ja męża pani Aleksandry jednak. Jak na nie cierpię otwartych zakończeń...