Okej, ematki, mam problem. Mam cholerny problem.
Wczoraj siedziałam sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, stukałam w komputer. Nagle patrzę na nogę - a tam zaschnięta kropka krwi. Krwi - na pieprzyku.
Zmroziło mnie. Cholernik ewidentnie krwawił.
Oczywiście, natychmiast umówiłam się do dermatologa. W poniedziałek rano idę. Ale na razie muszę przetrwać weekend.
Zakleiłam plasterkiem, żeby tego nie macać, nie patrzeć, zapomnieć na te dwa dni. Rano plasterek był czysty, ale jak nakleiłam następny, to ledwo przytknęłam - czerwona kropeczka...
Pieprzyk jest w takim miejscu, że nie wystawiam go na słońce - jest za linią spodni. Jest mały (poniżej 5 mm), brzegi ma równe, jest w miarę symetryczny i w miarę płaski (teraz, jak ma strupa, się uwypuklił). Kolor też jednolity.
Boję się jak jasna cholera i nie wiem, jak przetrwam do poniedziałku. Serio, nie wiem, co mam robić

Może się po prostu zadrapałam? Ale wtedy nie krwawiłby rano, chyba, nie? Nie wiem, może się po prostu ukłułam... a może pieprzyki mogą czasem krwawić same z siebie i to nic nie znaczy?
Już widzę samą siebie na onkologii.
Ematki, pocieszcie jakoś