demodee
26.01.19, 17:39
Obejrzałam reportaż w TV. Jego treść:
Polacy, państwo F. mieszkają w Anglii. Pani pracuje w branży farmaceutycznej, pan jest automatykiem (nie wiem, co to znaczy, ale chyba nie jest to praca na zmywaku). Pani F. zachodzi w ciążę, badania prenatalne wykazują, że dziecko choruje na genetyczną łamliwość kości. Brytyjscy lekarze pytają, czy państwo F. chcą utrzymać ciążę. Pytanie to oburza małżonków i przyjeżdżają do Polski, gdzie takiego pytania nie stawia się rodzicom. Dziecko rodzi się żywe, chociaż z 30(!) złamaniami nóg.
Rozpoczyna się walka o zdrowie, która zakończy się tak naprawdę z chwilą śmierci syna państwa F. Matka w reportażu skarży się, że w Polsce rehabilitacja dla takich dzieci „kuleje”, jej syn dostał 8 godzin rehabilitacji w miesiącu za darmo, resztę opłacać muszą oni. Dodała, że innym sposobem pomocy takim pacjentom są operacje, w trakcie których wbija się w wadliwe kości specjalne wzmacniające gwoździe. Za operacje te płaci NFZ, ale już dbanie o opiekę pooperacyjną i leki spoczywa na barkach rodziców, niestety.
Obecnie pani F. wraz z synem mieszka w Polsce, natomiast pan F. pojechał z powrotem do Anglii, żeby zarabiać.
Reportaż był smutny z pozytywnym akcentem, że miłość rodzicielska itd., ale coś mi tu zgrzyta i uwiera. E-matce też zgrzyta?