Mam jedną - jak czytnik zginie, to nie ma czytania wcale.

Wściekam się, bo 3 książki kupione pod wpływem wątku o wciągającej książce czekają na skrzynce, do tego specjalnie wczoraj odwaliłam wszystkie obowiązki domowe, żeby dziś w spokoju delektować się lekturą i kupa. Nigdzie nie ma czytnika, no diabeł ogonem nakrył. Od 7:30 rano przetrzepałam cały dom, ale chyba zginął na amen, ehhh.
Wolicie książki tradycyjne, czy elektroniczne?