zosia_1
29.03.19, 22:08
A propos wątku o spadkach i co komu się należy w rodzinie wtrącę własną historię. Otóż sprawa rodziny mojego męża wygląda tak, że teściowie od kilkunastu lat mieszkają sami w domu, brat męża za granicą. Ostatnio w Pl był 11 lat temu. Mąż jeździł przez ten czas przynajmniej raz w m-cy i ogarniał rodzicom co tam potrzebowali. Od ponad roku teść choruje na nowotwór +współistniejące choroby a do tego ostatnio okazało się , że przerzut. Przez ten cały czas ogarnięcie choroby ojca to szpitale, szpitale i przychodnie. W większości w ogóle zajmuję się tym ja, bo okazało się, że jestem najbardziej rzutka i zorganizowana. Pracuję na cały etat + dojazd do pracy 25 km w jedną stronę, dodatkowo dorabiam po godzinach, mamy dzieci, mąż ostatnio choruje, robi badania. I właśnie dowiedzieliśmy się z mężem , że teściowie wyczekują syna z zagranicy jak Kania dżdżu, bo zamierzają mu przepisać to co mają. Od teściów mąż nie dostał nic, nawet wykształcenia, dodatkowo koszty dojazdów do szpitala ponosimy my. W sumie od zawsze polegamy na sobie i własnej pracy, ale w sytuacji, kiedy czuję, że czas oddaję teściowi,zamiast własnym dzieciom, a majątek rodziców , w którym udział brał i mój mąż przypada szwagrowi wytrącił mnie z równowagi. Mam mieszane uczucia co do decyzji teściów. W sumie ich własność, ich decyzja, ale dlaczego tylko do nas, a właściwie do mnie dzwonią kiedy trzeba ogarnąć kolejną wizytę, szpital, operację, piżamkę, badania zakupy szpitalne i uzbrojenie w kasę gdy jest w szpitalu, bo jest biedny. Słusznie mam mieszane uczucia co do decyzji teściów w kwestii podziału majątku a właściwie decyzji o oddaniu go synowi, którego tu nie ma od ponad 11lat?