manala
09.04.19, 23:45
Dostałam dziś telefon, że moją mamę zabrano karetką z domu seniora do szpitala. Udałam się na SOR. Po 40 minutach koordynator poinformował mnie, że mama ma zapalenie płuc i czeka na lekarza z interny by ją obejrzał ale miejsc na internie nie ma więc pewnie ją wyślą z powrotem. W każdym razie miałam czekać aż zejdzie do mnie lekarz i udzieli informacji. Siedzę więc i czekam, mija godzina, druga, trzecia. Nadal nic nie wiem. Nie moge zobaczyć mamy, nie mogę porozmawiać z lekarzem. W pewnym momencie moja cierpliwość się skończyła. Zarządałam zobaczenia mamy i wyników badań (skoro lekarz taki zajęty). To ten do mnie czy mam pełnomocnictwo (jestem córką i upoważnioną bo to nie pierwsza wizyta na tym SOR). Akurat mam ale mąż mi musi dowieźć. W międzyczasie, po małej awanturze, wreszcie mogę jednak wejść i porozmawiać z lekarzem. Zajmuje mi to może 5 minut (a zajęłoby mi mniej gdybym nie musiała się z nim przemawiać). Udziela mi informacji, że na pewno do rana zostaje bo ją stabilizują. Pozwalają mi ją zobaczyć. Biedna leży (a właściwie siedzi) pod tlenem, saturacja 87, wysokie ciśnienie i tętno. Tyle udało mi się zobaczyć bo wyników nie było -godzinna awaria systemu. Teraz powiedźcie mi - po co oni doprowadzają ludzi do takiego stanu? Naprawdę w ciągu tych czterech godzin lekarz nie móg mi poświęcić 3 minut? Lub choćby ten koordynator wyszedł i powiedział - jest trudna sytuacja, mama zostaje do rana, może ją pani na chwilę zobaczyć. Czy na prawdę trzeba zacząć krzyczeć aby ktoś powiedział ci, że bezsensownie siedzisz w tej poczekalni i czekasz na lekarza, który nie ma zamiaru wyjść??? I druga sprawa - czy szptal może odmówić przyjęcia starszego pacjenta z zapaleniem płuc i problemami z oddychaniem? A może starszy pacjent z Alzheimerem nie jest zbyt mile widziany na oddziale? Wk...... się. Wątek wyżalny.