Mam w domu obce koty na przechowanie. Oczywiście na początku całe towarzystwo się rytualnie osyczało, ale szybko nastąpił spokój. Do czasu, aż położyliśmy się do łóżka i nowe koty, zachęcone bezruchem i ciemnością zapragnęły się wprosić na jakieś głaskanie.
Najpierw odbyła się krótka walka (na mojej głowie wlaściwie), potem kocina chdziła po łózku w kółko sycząc na intruzów i pilnujac swoich ludzi. Po jakim czasie się wmurwiłam, przegoniłam nowe towarzystwo w sypialni i zamknęłam się z rezydentami.
Generalnie, koty obchodza się z daleka. Nowe jedzą z misek starych- i wice wersa, nasikały sobie wzajemnie do kuwet, nawet kokoszenie się na ulubionych posłaniach rezydentów przeszło właściwie bez echa, ale próby nawiązania przyjaznych relacji z nami sa ucinane ostro. Koty pasterskiee, pilnują stada