ninanos
22.09.19, 15:23
Taka podglądnięta sytuacja.
Para niepełnosprawnych plus dziecko około 2 letnie. Ona na wózku inwalidzkim trzyma na kolanach dziecko, mąż/partner ją wiezie, dziecko krzyczy i wyrywa się. Matka nie jest w stanie przytrzymać chłopca i z całym impetem spada na ziemię, nic mu nie jest, chłopiec ucieka na plac zabaw. Idzie za nim ojciec, on też ma wyraźne problemy z chodzeniem. Dziecko chcę sie bawić, nie słucha ojca, a on co go złapie to chłopczyk wyrywa mu się i ucieka, wychodzą tak z 3 raz z placu zabaw, za kazdym razem chlopiec wraca i chce się bawić, za każdy razem jest niesamowity płacz i krzyk dziecka. Chlopiec podchodzi do mojego syna i zaczynają sie bawić. Widzę, że jest cały czerwony z płaczu, z nosa mu cieknie. Daje ojcu chusteczkę żeby wytarł małego, ale on nie jest w stanie, więc sama małemu wycieram nos i oczka. Widac, że dziecko już zmęczone.
Mój synek z nim bawi się, ale widzę że już zmęczony, zbliża się pora drzemki, ale też do domu nie chcę iść. Biorę go na ręce, rowerek do drugiej i po chwili płaczu synek sam idzie na swoich nóżkach do domu.
tamci jeszcze zostali. I tak się zastanawiam, czy z tymi rodzicami nie powinien na takie spacery chodzić ktoś jeszcze? przecież jakby sytuacja miała miejsce na ruchliwej ulicy, a on nie mogli opanować dziecka to o tragedię nie trudno.