lati7
03.10.19, 14:41
Koleżanka właśnie mi opowiedziała jak to jej ojciec , starszy pan (69l) z którym w wyniku knowań jej brata i bratowej nie miała kilka lat kontaktu. W końcu się przemogła i zadzwoniła to ojca... Rozmowa odbyła się nawet spokojnie i miło. Podczas rozmowy poinformowała ojca iż jego nastoletni wnuk jest bardzo poważnie od kilku lat , przewlekle chory. Potem był jeszcze jeden telefon do niego i wydawałoby się , że wszystko idzie w dobrym kierunku aby zapomnieć urazy ( choć ją kosztowało to bardzo wiele, bo krzywdy i wpływ brata na ojca był i jak się okazuje jest dalej ogromny) .
Jakiś czas temu spotyka ciocię , która jak sie okazuje jest dobrze zorientowany w ich sprawach... Ciotka powtarza słowa jej ojca , że choroba wnuka "to dawno i nie prawda" a majątek przepisze i tak na ukochanego synka i synową , bo oni się nim opiekują ( pan ma jakieś tak starcze przypadłości, ale śmiga i jest sprawny) Oczywiście nie wspomniał, że synek całe życie wisiał na nim i mamusi, która zanim umarła robiła wszystko dla nich. Gotowała, prała, sprzątała i dzieci odchowała. Dziewczyna jest załamana kolejnym odrzuceniem przez wypranego z mózgu dziadziusia. Nie przyszło jej na myśl aby dawał jej jakiekolwiek pieniądze, choć należy jej się część majątku i udziału w mieszkaniu po zmarłej mamie.Chciała się pojednać z ojcem , bo człowiek nie zna dnia ani minuty.
Czy po takich słowach ojca zadzwoniłybyście jeszcze ? Ja powiedziałam że NIGDY WIĘCEJ !