pani-nick
12.12.19, 06:21
Dwa tygodnie z rzędu dzwoniłam do mojej mamy z prosba o pomoc. Najpierw, bo byliśmy zaproszeni na impreze do znajomych - zadzwoniłam kilka dni wcześniej - odmówiła, bo podobno tez szła na impreze. O.K.
Kolejny weekend - spytaliśmy, czy dzieci mogą u niej nocować - nie, bo tez zajęta jest w sobotę. O.K.
W niedziele około południa zadzwoniliśmy i spytaliśmy czy dzieci mogą chociaż na 2 godziny zostać, bo chcieliśmy pojsc sami do kina, a opiekunki nie było. Nie. Ona wychodzi. O.K.
Potem w tygodniu się pokłóciliśmy o wigilie. W weekend udawaliśmy, ze się nic nie stało, mąż pojechał po nią, bo dziecko miało koncert - wcześniej sama chciała jechac, teraz z fochem, ze ona w sumie nie wie, czy się zdąży ubrać (mąż miał być po nią o 13). Trzeba było ja namawiać.
Wczoraj dzieci mi oznajmiły, ze weekend spędza u babci, bo musza jej ubrać choinkę i będą z nią piekły pierniczki.
Tylko, ze ja o tym nic nie wiem. Czemu ona mi to robi? A może to nie jest złośliwość, brak szacunku do mnie, tylko brak pomyslunku?
Czemu to nie wyglada tak, ze takie rzeczy ustala najpierw z nami? Ja tez nie oznajmiam dzieciom: słuchajcie, jedziecie do babci, tylko najpierw dzwonię do niej z pytaniem, czy mogą. Inaczej mogłyby poczuć, ze te wieczne odmowy matki są skierowane w nie, ze są niechciane i olewane.
System wyglada tak, ze jak dzwoni do niej mój mąż, to ona nie odmawia. Jak ja - zawsze odmówi. Jak sformułuje pytanie „opiekunka jest umówiona, ale pomyślałam, ze dzieci może by chciały do ciebie” / zgadza się. Jak wie, ze opiekunka nie może, to zawsze odmówi.
Grrrrrr.....
musiałam się wygadać....
Przykro mi cholernie, ze w zasadzie liczyć na nią nigdy nie mogłam i nadal nie mogę. Ze zawsze znajdzie sposób, żeby odwrócić kota ogonem i wyjść na ofiarę. Ze trzeba się domyślać jej intencji, wiedzieć wszystko za nią, ze gra! Ciagle gra! Nie wiem tylko po co.