Dodaj do ulubionych

model matki cierpiącej

21.10.04, 17:54
Moja mama a babcia mojego dzieciątka prezentuje taką postawę jw.
Najpierw miała najgorszy poród na świecie, ja choć chciałam mieć jak najlżej
niestety ją "przebiłam" - myśląc jej kategoriami, choć i tak nie było
strasznie.
Potem ona miała strasznie pogryzione piersi przez 2-3 miesiące karmienia, no
ja na pewno znacznie mniej skoro karmię już 10 miesiąc....
Ona była znacznie bardziej niewyspana, bo musiała w nocy sterylizować
butelki, no ja nie bo dziecko jak mnie budzi w nocy to daję cyca (notabene
potrafi nawet co 30 minut, bo lubi się przyssać).
Ona musiała od 3-4 miesięcy gotować zupki, ja wygodnicka po skończeniu 6
miesiąca i to 2 miesiące ze słoiczków (no ja (babcia) tego bym swojemu
dziecku nie zrobiła....), teraz gotuję, bo dziecko sie zbuntowalo.
przykladow setki, ale dziecko sie obudzilo wiec poprzestaje na tych.
czy Wasze mamy i babcie Waszych dzieci tez widza macierzynstwo w kategorii
cierpienia?
Obserwuj wątek
    • madelaine6 Re: model matki cierpiącej 21.10.04, 18:05
      Dokladnie tak moja tesciowa wspomina czas,kiedy jej
      dzieci byly male.Porod miala najgorszy na swiecie,
      nie bylo pampersow,chodzila do pracy.Nic nie bylo w sklepach.
      I mowi to z taka duma,ze czasem czuje,ze to moje macierzynstwo
      jest jakby gorsze? niz jej.No bo ona sie tak poswiecala...
      • madelaine6 Re: model matki cierpiącej 21.10.04, 18:07
        Za szybko enterwink))
        Dodam jeszcze,ze my-matki mamy teraz podobno super lekko.
        Pralka pierze,obiadki w sloiczkach,soczki itp.Nic,tylko kupowac,
        placic i miec.Reszta ponoc to juz pestka wink)))
        • saba76 Re: model matki cierpiącej 21.10.04, 18:14
          Umnie podobnie
          matka miala ciezki porod ,za to tesciowa cieszy się szypkim,ale musiala przed
          porodowką rodzic ,a my -osobne salesmile
          tetra,woda to prania grzana na piecu-my pampers i pralka
          tarla zupki-babie-ja nietre od 3mc jak one ,ale od 7mc wcześniej dziecko nawet
          niechcialo spojżeć na zupke,a tym bardziej na sloiczek
          oj cierpialy nasze matki i tesciowe
          zabiegane,między koleja za kawą,papierem toaletowym a mięsem z dzieckiem na reku
          ale.........
          czy niemialy dluzszego macieżyńskiego,dodatków rodzinnych,męzowie mieli
          prace,bo należala się.

          Chyba łatwiej być xcierpiennicą,niż matka z planami i kozystająca z udogodnień
        • mama_oli_i_tomka Re: model matki cierpiącej 21.10.04, 18:47
          Taaa... a pieniądze same na konto sobie przylatują... smile
          Ja na szczęście nie mam tak źle. Teściowa wprawdzie narzeka na swój pierwszy
          poród, ale zaraz dodaje, że dobrze, że czasy się zmieniły, że teraz łatwiej (te
          pieluchy, pralki, gotowe zupki, kremy i cała reszta), ale to dobrze, bo i
          macierzyństwo jest przyjemniejsze i dla siebie jest więcej czasu (?)... Raczej
          te porównania robi w kontekście "wtedy były inne czasy, dobrze że teraz jest
          coraz łatwiej" no i zawsze z teściem chwalą, że dzieci takie fajne, ładnie się
          chowają, zdrowe, uśmiechnięte smile Aż miło na sercu się robi.
          Moja mama czasem wyskoczy z jakąś uwagą, ale raczej nie ma "pretensji", że moje
          macierzyństwo jest w jakiś sposób łatwiejsze od jej macierzyństwa.
          Za to takie uwagi typu "ty się ciesz, bo ja to musiałam te pieluchy prać i
          gotować, a z domu się ruszyć to jak wyjazd na tydzień tyle rzeczy dla
          dziecka..." słyszałam od innych "życzliwych" mi osób
          Na takie "zaczepki" odpowiadam, że skoro coś jest dostępne a mnie póki co stać
          to korzystam. To zazwyczaj zamyka buzie zrzędom smile
          Pozdrawiam i życzę łatwego macierzyństwa smile
          • verdana Re: model matki cierpiącej 21.10.04, 20:53
            A moja mama zawsze twierdziła, ze jestem jej jedyną córką. Jednak widzę, że
            chyba wszystkie jesteśmy córkami tej samej matki. Ona też miała wszystko gorzej
            (mimo, ze ja mam troje dzieci - z tego dwoje wychowywanych jeszcze za starych
            dobrych czasów - bez słoiczków, pampersów i pralki). No wiec będę miała czym
            przelicytowywać moją córkę i przyszłą synową.
    • mbkow Re: model matki cierpiącej 21.10.04, 21:16
      moja mama, jak i tesciowa nie robia takich uwag. prawde mowiac, po porodzie
      uskutecznilam pare takich rozmow, w ktorych sama osobiscie przyznalam, ze je
      podziwiam, bo mialy trudniej. jak mama opowiadala mi, ze lekarz jej kazal co
      rano oprozniac (?!?!?!) piersi i ona wyciskala po litrze mleka, a nastepnie
      wylewala do klopa, to sie poryczlam z zalu nad nia. w ogole czesto zalewalam
      sie lzami w rozmowach, wiec wyszlo, ze bardzo jej wspolczuje z roznych
      powodow wink to bardzo rozmiekalo jej serce... smile
      i wlasciwie czesciej stykam sie z takimi glupimi porownaiami ze strony
      kolezanek, co mnie wpienia na maxa. ale wole powiedziec: 'jaka jestes biedna'
      niz wdawac sie w jakies glupie konkursy, ktora biedniejsza, bo przyczyna tych
      moich 'cierpien' jest upragnione, slodkie, tlusciutkie i rozpuszczone
      dzieciatko-Stas smile
      ale jedno jest pewne - jestes zmeczona, niewyspana i tego ci mama takim
      gadaniem nie zmieni. nie wiem, czemu mama Cie tak meczy? moze oczekuje, ze
      powiesz jej: 'Ty to bylas biedna', bo nikt jej tego nie mowil, a bardzo
      chciala... a moze, jakbys jej tak powiedziala, to by sie zaczelo lamentowanie
      na maxa przy kazdej okazji... z niektorymi nie ma co dyskutowac, lepiej
      faktycznie buchnac cos w stylu: 'dziekuje Bogu, ze zyje w tych czasach,
      dziekuje, ze moge kupowac pampersy i karmic dlugo piersia'.
      pozdr, monika
    • bea.bea Re: model matki cierpiącej 21.10.04, 22:04
      ani moja mama , ani moja teściowa nigdy nie narzekały.
      pewnie , ze mówią , tobie to dobrze pampersy, słoiczki...ale ja uważam , ze
      maja racje...
      przeciez nam naprawdę jest o wiele lepiej...
      przyznam , ze próbowałam załozyć mojemu synowi pietuche z tetry, ale jak zrobił
      kupę, to zastanawiałamsie , jak ją z tej pieluchy wydłubać..smile
      nigdy nie będe próbowała przecierać zupy z mięsem przez sitko....
      o sterylizowaniu butelek nawet nie wspomnę...

      myślę, że one naprawdę mialy o wiele gorzej...
      i myslę,ze za jakieś 20 lat kiedy nasze dzieci będą miały dzieci, i technika
      pójdzie cho cho cho...
      to i my będziemy zazdrościć naszym synowym i córkom....i zapewne z tej
      perspektywy nam było o wiele gorzej...

      no bo jeśli porównamy nasze macieżyństwo, z naszymi matkami, z naszymi babkami,
      z naszymi prababkami...itd...to im dalej tym gorzej smile)
      • milarka Re: model matki cierpiącej 21.10.04, 22:44
        bea.bea mam dokładnie te same odczucia co ty,
        moja mama i teściowa też nie narzekają, czasem coś wspomną o przecieraniu zupek
        przez sito, czy o tetrze,
        i uważam, że mają rację, że wtedy było gorzej, no bo było i już
        a ówczesne porodówki........ brrrrrrr (intymność, znieczulenie, wybór pozycji
        do rodzenia, dziecko z matką, pomoc w karmieniu piersią - te pojęcia wtedy NIE
        ISTNIAŁY!!!)
        Ja tam się cieszę, że jestem mamą w dzisiejszych czasach, a nie 30 lat temu.
        • pesteczka5 Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 00:41
          Ja nie rozumiem, przyznam.

          Moja mama co prawda nigdy nie narzekała, nasze dzieciństwo wspomina z
          rozrzewnieniem, ale to oczywiste, ze miała trudniej!
          Byli sami z ojcem w obcym mieście, znikąd pomocy, oboje pracowali, tetra,
          gotowanie zupek i... bieda, dwie budżetowe pensyjki. Moja mama gotowała obiady,
          przecierała zupki, szyła sukienki mmie i moim lalkom, robiła przetwory z
          własnoręcznie przydźwiganych z targu składników, bo auta nie miel. Prała we
          Frani, a ojciec wykręcał, pieluchy gotowali na gazie. I byli z ojcem
          szczęśliwi! Cieszyli się sobę i dzieckiem, czyli mną. Żadnych terapii
          rodzinnych i problemów egzystencjalnych.

          Ja mam nianię, auto, pralkę automatyczną, brak kłopotów finansowych (albo moze
          nie tego kalibru), pampersy, słoiczki, foteliki, pomoc całej rodziny i jestem
          wiecznie zmęczona i niewyspana.

          A mamę podziwiam. Po prostu nie wiem, jak ona i kobiety z jej pokolenia to
          robiły! Dodam, ze moja mama dawnej porodówki nie postrzegała jak koszmaru,
          zawsze mówi o uczuciu wdzięczności do ludzi, którzy byli tam po to, żeby mogła
          urodzić swoje dzieci. A ważylismy sobie z bratem 4,5 i 5,1 kilo! A wstyd,
          golenie, kilka łóżek na porodówce? Normalne, jak rozbieranie u lekarza. I tego
          mnie nauczyłasmile)


          Mamo, podziwiam Cię i dziękuję Ci.

          pesteczka
          • evee1 Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 01:33
            pesteczka5 napisała:

            > Ja nie rozumiem, przyznam.
            > Moja mama co prawda nigdy nie narzekała, nasze dzieciństwo wspomina z
            > rozrzewnieniem, ale to oczywiste, ze miała trudniej!
            Moja mama co prawda nie wspomina z rozrzewnieniem, ale tez (cale szczescie!)
            nie wypomina mi, ze ja mam lepiej.
            Co prawda moja corka jechala na zwyklych pieluchach, (bo na wszelkiej masci
            jednorazowki byla uczulona), a jedzenia w sloiczkach nie uznaje (tylko z okazji
            wyjazdow), ale takie mozliwosci istnieja i napewno obecne mamy maja znacznie
            wygodniej.

            > Byli sami z ojcem w obcym mieście, znikąd pomocy, oboje pracowali, tetra,
            > gotowanie zupek i... bieda, dwie budżetowe pensyjki. Moja mama gotowała
            obiady,
            > przecierała zupki, szyła sukienki mmie i moim lalkom, robiła przetwory z
            > własnoręcznie przydźwiganych z targu składników, bo auta nie miel. Prała we
            > Frani, a ojciec wykręcał, pieluchy gotowali na gazie. I byli z ojcem
            > szczęśliwi! Cieszyli się sobę i dzieckiem, czyli mną. Żadnych terapii
            > rodzinnych i problemów egzystencjalnych.
            U moich bylo tak samo smile)). My tez bedziemy z pewnie z rozzewnieniem wspominac
            dziecinstwo naszych pociech za lat 30 smile).

            > A mamę podziwiam. Po prostu nie wiem, jak ona i kobiety z jej pokolenia to
            > robiły!
            Tylko wtedy to bylo normalne, ze pieluchy byly tylko z tetry, mleko w proszku
            trzeba bylo przecierac przez sitko, bo inaczej byly grudy, a po porodzie do
            pracy wracalo sie po 3 miesiacach. Moja mama teraz moze sie cieszyc, ze pod tym
            wzgledem jej corce bylo wygodniej. Aczkkolwiek ja do pracy wrocilam wczesniej,
            skrzetnie wypychana z domu przez mame smile).

            > Dodam, ze moja mama dawnej porodówki nie postrzegała jak koszmaru,
            A moja tak. Rodzila w bardzo wtedy modnej klinice na Karowej w Warszawie,
            gdzie najwazniejsze bylo dziecko, matka sluzyla tylko jako inkubator.
            Wybrali ten szpital dlatego, ze moj tata stwierdzil "on sie tam urodzil
            i bardzo sobie chwali" smile)).
            Urodzila mnie prawie sama, bo "jak sie nie drze, to jeszcze ma daleko",
            a zaraz potem okazalo sie, ze "o Boze, juz glowka wychodzi".
            Klinika, a byla tam jedna lazienka na korytarzu na 30 (!!!) rodzacych.
            A potem wyslali ja do domu z 40 stopniowa goraczka z rozchodzacymi sie szwami.
            Ja zdecydowanie mialam lepiej, w kazdym razie pod wzgledem tej lazienki
            na porodowce!
            • samumer Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 09:22
              teściowa mojej koleżanki mówi wszytkim , że miała 15 godzin bóli...
              partych /sic/.
          • iwcia75 Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 10:31
            moja mama miała bardzo ciężko,ale i tak sie bardzo skarzy. szczerze mówiac, to
            ona w ogole nie chce o tym mowic. mysle,ze przeszła gehenne, zarówno w
            ciazy,jak i w czasie porodu,a juz nie mowiac po, gdy byla zdana sama na siebie,
            bo maz nie pomagal.
            • iwcia75 Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 10:32
              miało byc,ze sie nie bardzo skarzy
    • le_lutki Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 09:32
      Nie, nie w kategorii cierpienia. Moja mama widzi macierzynstwo jako cos
      wspanialego i oczekiwanego, co nie zmienia w niczym faktu, ze stosunkowo czesto
      zdarza jej sie porownywac moje sytuacje do jej wlasnych (bez zawisci czy
      dolowania na sile)- czy to przy pieluchach jednorazowych, czy przy witaminkach
      w jednorazowych ampulkach, czy przy sterylizatorze...
      I musze przyznac, ze za nic nie chcialabym sie z nia zamienic na tamte czasy...
      Ja, z udogodnieniami, ktore mam, jestem ostatnia osoba, ktora moglaby ja
      krytykowac za to, ze pewne rzeczy faktycznie wspomina jako koszmar
      (przecieranie jarzyn przez sitko godzinami, gotowanie pieluch - tak z pierwszej
      lepszej polki). Ten koszmar nie przeslania jej jednakze calego macierzynstwa.

      Powiem wiecej - moja mama w zwiazku z tym w dwojnasob docenia to, ze ja
      wszystko Grubciowi gotuje, sama przyrzadzam i nie zadowalam sie
      gotowymi "konserwami" smile

      Pozdrawiam
      • le_lutki Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 09:47
        Co do samego porodu...
        Coz, ojciec (po pierwszych doswiadczeniach) zadbal o to aby mamy lekarz
        prowadzacy byl obecny, wiec byl to swoisty luksus jak na owe czasy, natomiast
        obok mojej mamy rodzila kobieta, ktora zostawiono dokladnie na pastwe losu i
        krzyczala kilka godzin pod rzad i pies z kulawa noga do niej nie przyszedl, az
        na koniec zjawila sie polozna zeby ja opieprzyc za wrzaski... dziecko urodzilo
        sie chwilke pozniej...
        Poza tym w szpitalu Narutowicza w Krakowie, gdzie mnie rodzila, golilo sie
        kobiety w pomieszczeniu, do ktorego kazdy wlazil jak chcial i drzwi staly na
        oscierz, lazienka z prysznicem byla jedna (o stanie sanitarnym nie wspomne) -
        kiedy mama sie zwlokla sama po porodzie wziac prysznic (miala pelno niezmytej
        zakrzeplej krwi na nogach) - zostala opieprzona rowniez, po poduszce lozka
        chodzily karaluchy (sic), a ojcowie wystawali pod oknami kibla zeby wypatrzyc
        zone i - byc moze -dziecko. Moja mama pokazywala mnie mojemu ojcu przez okienko
        w drzwiach (miedzy oddzialem porodowym a reszta szpitala), a ojciec stal po
        drugiej stronie z malym bratem, ktory sciskal mame za szyje przez to samo
        okienko... Zaraz niestety przyszla salowa i opieprzywszy ich po raz kolejny -
        poszla udajac, ze nie widziala...
        Mama dostawala mnie do karmienia i - stwierdziwszy, ze mam pelno wymiocin za
        kaftanikiem, zwrocila uwage pielegniarce, zeby mnie umyla. Zostala opieprzona z
        gory na dol za rozpakowanie becika a ja przez kolejne 2 dni trwalam z tymi
        samymi wymiocinami. Dodam, ze wiekszosc dzieci nie karmionych piersia opuscila
        szpital z plesniawkami, bo dla wygody karmiono je ta sama butelka...
        Nikt mi nie powie, ze jest czego zazdroscic...
        • milarka Le_lutki 22.10.04, 10:11
          przeczytałam opis porodówki, na której rodziła twoja mama i aż mnie ciary
          przeszły............

          zwłaszcza te karaluchy, brrrrrrrrrr

          oczywiście, zdawałam sobie sprawę , że ówczesne warunki daleko odbiegały od
          przyzwoitych (jak już zresztą napisałam wyżej), ale prawdę mówiąc nigdy nie
          wnikałam w szczegóły
          • le_lutki Re: Le_lutki 22.10.04, 10:19
            A ja sobie myslalam o mojej mamie, lezac w moim luksusowym jednoosobowym
            pokoju w klinice, z TV, sprzataniem dwa razy dZiennie i menu do wyboru na
            nastepny dzien... Mialam w pamieci jej opowiesci z wlasnych porodow i
            dziekowalam za wszystko, co mi dane bylo otrzymac - moze nie za darmo, ale
            jednak. I bylam jej jeszcze bardziej wdzieczna za to, ze zdecydowala sie mnie
            miec (ona i tata) - po pierwszym niepelnosprawnym dziecku i po tych uragajacych
            wszelkiemu poczuciu macierzynstwa warunkach... Ja na jej miejscu chyba
            zostalabym stara zrzeda smile
            • anoczek Re: Le_lutki 22.10.04, 11:11
              Ja leżąc w szpitalu przy mojej Ani podziwiałam moją mamę jak ona mogła
              wytrzymać 3 misiące nie oglądając, nie przytulając i nie karmiąc mnie. Mam 2
              starszych braci i wszyscy jesteśmy wcześniakami i wszyscy leżeliśmy w
              inkubatorach. Ja urodziłam się w 6 miesiącu ciąży. Po porodzie zaraz mnie
              zabrali i nawet mamie nie pokazali. Mama odbierając mnie ze szpitala odbierała
              jakby obce dziecko. Ja nie wyobrażam sobie teraz takiej sytuacji.
              Swoją córkę do tej pory karmię piersią i jeśli jest przy mnie moja mama to
              siedzi i patrzy i mówi, że tego ona niestety nie przeżyła nigdy.
      • joasiiik25 Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 09:47
        Moja kochana "mamiczka" macierzynstwo odbiera jaka najwyzsza watrosc w zyciu
        kobiety. Jak juz wspominalam w innym poscie urodzila 5 dzieci z tym,ze trojke
        rok po roku (ja,siostra i brat) i na tym sie skupie. Nie raz opowiadala,ze
        brata musiala z bolem serca zostawiac samego w domu by pojsc z nami szybko na
        zakupy do oddalonego o jakies 30 min drogi najblizszego sklepu, ja z siostra
        mialam wozek dla blizniakow a brat nie mial sie jak "zabrac", gotowala nam
        zupki, karmila butelka (mimo iz chciala piersia nie miala pokarmu). Tato
        pracowal na zmiany wiec mama byla przewaznie z nasza wesola gromadka sama,
        prasowala pieluchy,starannie je skladala zawsze byl ugotowany obiad, dom
        posprzatany i co niedziele swieze domowe ciasto. wiem,ze dla mojeje mamy
        wychowywanie dzieci to cudowne zajecie, widze z jaka miloscia (i troche ze
        strachem) opiekuje sie moim synkiem jak odwiedzam rodzicow.Pamietam,ze zawsze
        do szkoly mialam ladnie uczesana wlosy i wstazeczki(hahaha).Oj duzo by pisac,
        nie uwazam,ze moja mama moze byc modelem cierpiacej matki.

        A ja? ja robie wszystko inaczej niz ona: nie gotuje zupek, robie deserki dla
        synka, pieluchy tetrowe szybko poszly w nieuzytek,jestem wygodniejsza poniewaz
        zyje w zupelnie innych czasach.

        pozdrawiam
        • iwcia75 jestem modelem matki mało cierpiącej :-) 22.10.04, 10:26
          przynajmniej na razie. w ciazy wygladam kwitnąco, cera mi sie wygładziła,włosy
          nabrały blasku,ja nabrałąm nareszcie kształtow, przytyłam tylko 5kg(7miesiąc),
          mam ładny mały brzuszek w kształcie piłki(i mam nadzieje,ze dziecko wyskoczy ze
          mnie jak piłka), czuje sie swietnie, chodze do pracy, gdzie mam duzo
          przywilejow, rodzina dostarcza mi duzo owocow. wszyscy sie o mnie troszcza
          (nareszcie! hehe), pytaja jak sie czuje, nie musze sie przemeczac, moge w koncu
          nic nie robic!!! moznaby tak piasac i pisac na ten temat.
        • aog Re:chcę podyskutować - co lepsze? 22.10.04, 10:50
          dzielne te nasze mamy - bez dwóch zdań

          ale ...
          po przeczytaniu Waszych postów tak sobie pomyślałam, że te 30 lat temu panował
          trochę inny model matki
          Same tu napisałyście, że mamy stały w kolejkach, gotowały, przecierały zupy,
          prasowały pieluch, sprzątały dom i jeszcze piekły ciasto !
          Nie ma siły to były tylko kobiety - nie cyborgi więc nie starczało im czasu i
          sił, żeby wam poczytać, poszaleć z wami na placu zabaw, na rowerach, pobawić
          się w piaskownicy, i porobić tego wszystkiego co my robimy z dzieciakami
          więc nie wiem czy te dzielne mamy podziwiać czy zastanawiać się czy oby napewno
          dobrze rozkładały siły
          bo przyznam, że mnie się zdarza "olać" porządek w domu na rzecz zabawy z
          dzieciakami (przepraszam za słowo w "")


          • joasiiik25 Re:chcę podyskutować - co lepsze? 22.10.04, 10:53
            nie zgodze sie z Toba-moja mama zawsze znalazla czas na spacer, czytanie do
            snu, wyjscie cala rodzina do kina, cyrku czy na wesole miasteczko!!! rodzice
            czytali, chodzilismy na spacery do lasu (sa zdjecia)i wszystkie inne
            przyjemnosci.
            • joasiiik25 Re:chcę podyskutować - co lepsze? 22.10.04, 10:54
              a jeszcze jedno i koniecznie coroczne wyjazdy nad morze, wczasy itp.
              • aari Re:chcę podyskutować - co lepsze? 22.10.04, 11:04
                Moja mama owszem nażeka, że ciążę cała leżała bo wymiotowała, że jak byłam mała
                to sama ciągle w domu - ale nie porównuje mnie do siebie. Bo wie, ze czasy są
                inne. Teściowa wogóle nic nie mówi na ten temat, nie nażeka ...
                Natomiast bratowa mojego męża owszem - jak kiedyś powiedziałam,ze już mam
                wszystkiego dość, ze te paieluchy i te zupki itepe ... to mi powiedziała,ze jak
                jej dzieci były małe ( teraz po 12 - 16 lat ) to nie miała pampersów, słoiczków
                i pralki i żebym nie nażekała bo i tak mam świetnie.... no cóż .. to przy niej
                nie nażekam.

                Moja mam jest cieprpiętnicą z własnej woli ale nie jako moja matka tylko jako
                babcia moich dzieci smile)
                Kocha je i wciąż przyjeżdża, zeby mi pomagać, albo zabiera któregoś do siebie
                na kilka dni. A potem słysze jaka to ona biedna, bo inne babcie to się dziećmi
                tylko cieszą a ona się musi narobić .... i nic jej się w życiu już nie należy.
                Więc jak mówię,zeby sobie odpoczęła pojechała do domu sama ... dlała na luz to
                pojedzie na dwa dni i dzwoni i płacze, ze jej samej tak źle, ze my tak
                daleko ... że smutno i przyjeżdża i znowu nażeka, ze spokoju nie ma smile)))) Tak
                wokoło.
            • aog Re:chcę podyskutować - co lepsze? 22.10.04, 11:14
              joasiiik25 napisała:

              > nie zgodze sie z Toba-moja mama zawsze znalazla czas na spacer, czytanie do
              > snu, wyjscie cala rodzina do kina, cyrku czy na wesole miasteczko!!! rodzice
              > czytali, chodzilismy na spacery do lasu (sa zdjecia)i wszystkie inne
              > przyjemnosci.

              joasiiik23 ja nie mówię o okazjonalnych wyjściach tylko o życiu codziennym
              czyli ile czasu Nasze Matki Nam poświęcały na codzień ?!
          • milarka aog 22.10.04, 11:24
            oczywiście, że 30 lat temu panował trochę inny model matki
            i generalnie mniej zajmowano się zdrowiem psychicznym i emocjonalnym dziecka, a
            więcej dbaniem o sterylność
            ale to nie znaczy, że nikt się nie bawił ze swoimi dzieciakami i nikt im nie
            czytał książek, bez przesady
            w tamtych czasach przede wszystkim mniej się pracowało i rzadko się zdarzało,
            żeby ktoś siedział do wieczora w pracy

            ja osobiście pamiętam różne szaleństwa całą rodziną, wspólne wakacje, no i
            codzienne czytanie książek na dobranoc,
            więc chyba nie było aż tak źle jak piszesz
            • milarka Re: aog 22.10.04, 11:31
              dodam tylko, że nikt tu nie mówi, że model matki z ówczesnych czasów był lepszy,
              raczej dyskutujemy tu o tym, kto ma łatwiej, a zresztą jest to chyba oczywiste

              te wszystkie super urządzenia typu jednorazowe pieluchy zamiast tetry czy
              blender zamiast przecierania zupki przez sitko powodują, że mamy więcej czasu -
              dla dzieci (właśnie na prawdziwą zabawę z nimi) i dla siebie - i można się z
              tego tylko cieszyć
              • aog Re: aog 22.10.04, 12:38
                milarka napisała:

                > dodam tylko, że nikt tu nie mówi, że model matki z ówczesnych czasów był
                lepszy

                ale ja to wiem
                > ,
                > raczej dyskutujemy tu o tym, kto ma łatwiej,

                chciałam tylko rozwinąć naszą dyskusję

                >a zresztą jest to chyba oczywiste te wszystkie super urządzenia typu
                jednorazowe pieluchy zamiast tetry czy blender zamiast przecierania zupki
                przez sitko powodują, że mamy więcej czasu -> dla dzieci (właśnie na prawdziwą
                zabawę z nimi) i dla siebie - i można się z tego tylko cieszyć

                jasne, można się z tego tylko cieszyć !
            • le_lutki Re: aog 22.10.04, 14:50
              Ja tez pamietam wspolne wakacje (co dwa lata nas na nie bylo stac) i wieczorne
              czytanie ksiazek prZez mame i tate smile
          • irminka2 Re:chcę podyskutować - co lepsze? 22.10.04, 13:36
            Mam pewne porównanie- moje starsze dzieci mają dziś 19 i 18 lat.Stałam z nimi w
            kolejkach dosłownie po wszystko, pampersów nie było, pralkę automatyczną udało
            mi się wystać w kolejce jak córka miała ponad rok.
            Ale - mogłam sobie pozwolić na 4 letni urlop wychowawczy i miałam gdzie wrócić.
            W pracy nikt nie robił problemów z moich zwolnień lekarskich, gdy zaczęły się
            przedszkolne infekcje.W dzień wypłaty wypłata była(dziś u mnie bywa róznie ,
            byliśmy i trzy miesiące bez).
            Moje urodzone w 1998 roku trzecie dziecko nie miało komfortu bycia z mamą-
            musiałam wrócić do pracy, więc opiekunki, potem przedszkole. Jego jakakolwiek
            choroba to kombinacje alpejskie - urlop,"kontrolowane wagary"starszych dzieci.
            Pod pewnymi względami łatwiej - pampersy, przetwory dla dzieci, mając pieniądze
            można sobie bardzo ułatwić życie.A z pieniędzmi w tej chwili bywa najwoiększy
            problem.
            Co do czasu - fakt,że jak w 1989 roku wracałam do pracy pomału zmniejszały się
            kolejki.Ale jakoś wystarczało i przedtem czasu na zabawę z dziećmi i na kolejkę
            i na domowe ciasto.Fakt, czasem kosztem nieposprzątanych kątów, ale naprawdę
            można wszystko pogodzić.
            Czasem myślę ,że nie wiem co bym wolała. Bieganie za wszystkim, ale pewność
            pracy, szacunek dla pracownika i "święty" dzień wypłaty, czy to co mamy dzisiaj.
            ze względu na sytuację w firmie której pracuję mam bardzo mieszane uczucia.

            Porody to i w tamtych czasach i teraz nie mam zastrzeżeń. Ale pewnie się
            wypowiadać nie powinnam w temacie , bo ja z gatunku co zanim dobrze zauważy ,że
            rodzi, to już jest po krzyku smile
          • le_lutki Re:chcę podyskutować - co lepsze? 22.10.04, 14:47
            zapomnialas chyba w tej liscie wymienic, ze pracowaly zawodowo - moja mama od
            osmej do czwartej!
    • twinmama76 Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 11:07
      Na pewno te 30 lat temu matki miały o wiele trudniejsze życie niz teraz. Ale...
      moja mama owszem, mówi o tetrze, pakowaniu dzieci w bety i odparzeniach,
      przecieraniu zupek i przypalonym mleku z mąką krupczatką w nocy (wychowała 4
      dzieci, najstarsze ma blisko 40 lat, najmłodsze 21), ale nie czuje się jakoś w
      tych wspomnieniach goryczy, tylko po prostu stwierdzenie faktu. I ja WIEM, ŻE
      MAM LEPIEJ.
      Z drugiej strony moja teściowa ciągle nie może zrozumieć, jak mozna chcieć
      siedzieć w domu z dziećmi, przecież TO TAKIE MĘCZĄCE. Ona miała cięęężkie
      życie, bo tetra, bo zupki itd. itp. Zapomina tylko, że jej dwójkę dzieci
      praktycznie wychowywała jej mama (mój mąż sam mówi "mnie wychowała babcia", co
      według mnie jest obelgą dla matki). Teściowa pracowała praktycznie zaraz po
      porodzie (przynajmniej tak mówi), gdy mój mąż miał dwa latka wyjechała na 3
      miesiące do Francji. I to ona jest faktycznie matką cierpiącą, bo z jej
      wspomnień wynika, że wychowywanie dzieci to koszmar, z którego tylko praca
      uwalnia.
      Krew mnie zalewa, kiedy ona mówi do mnie "wiem jak sie męczysz, siedząc tak
      sama w domu z dziećmi, to takie nudne". Odechciało mi się juz jednak tłumaczyć,
      że ja uwielbiam być z moimi dziećmi i jej model macierzyństwa jest dla mnie nie
      do przyjęcia.
      POdsumowując można być szczęśliwą mamą przecierającą zupki i spierającą kupę z
      tetry i cierpiącą - z pralką automatyczną, pampersami i słoiczkami.
    • mamaaga99 Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 12:04
      A ja Cię rozumiem, Delciu, mam taką samą matkę. Bo to nie chodzi tylko o to, że
      w tamtych czasach generalnie było ciężko, ale o sposób bycia. Moja mama
      urodziła nas czworo, wszyscy w odstępach 4-letnich, ale nigdy nie pracowała i
      nigdy nie była z nami sama. Mama była jedynaczką i mieszkaliśmy z dziadkami
      (jej rodzicami) w dużym domu z dużym ogrodem. Pamiętam, że najwięcej zajmowała
      się nami babcia - karmiła, czytała bajki, zabierała na spacery. Mam była
      wiecznie zajęta, zmęczona i niedostępna. Poza tym mama wydawała polecenia i
      trzeba je było wykonywać bez dyskusji - dzieci nigdy nie miały nic do
      powiedzenia w żadnych, nawet prozaicznych sprawach. Stosowała surową dyscyplinę
      (z biciem włącznie)i nie pamiętam żadnego przytulania, raczej wszyscy sie jej
      baliśmy. Myślę dziś, że ona po prostu nie czuła się dobrze jako matka, nie
      potrafiła z nami rozmawiać i wiecznie było jej źle. I tak zostało do dziś - po
      prostu przy każdej rozmowie z kimkolwiek pasmo narzekania, wspominania
      ciężkiego życia. O czymkolwiek byłaby rozmowa, to moja mama zawsze jest albo
      ciężej chora niż rozmówca, albo ciężej doświadczona przez życie, albo ciężęj
      pracująca... Przykłady można by mnożyć - ale ona ZAWSZE pokazuje siebie jako
      bardziej cierpiącą - i niekoniecznie ma to jakiś związek z rzeczywistością. I
      to jest naprawdę BARDZO męczące i ciężko z tym żyć. Ja mam 34 lata i trochę się
      już przyzwyczaiłam do tego modelu bycia mamy ale i tak co jakiś czas mnie
      zaskakuje.

      A'propos macierzyństwa - jej największy zarzut po d adresem moim i mojego
      męża: "w domu brudno a wy zamiast wziąć się do roboty to tylko się bawicie z
      tymi dziećmi" Dodam, że brudno tylko wg jej oceny.

      pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości

      Aga
      • bachak Re: model matki cierpiącej 22.10.04, 12:39
        Moja mama patrząc na ilośc zabawek jake ma mój syn mówi tylko, że kiedyś to nie
        można było niczego dostać, co z tego że miało się pieniądze. Widzi jak te
        soczki, zupki w słoiczkach, pampersy ułatwiają życie, mówi że kiedyś to można
        było tylko pomarzyć o tym. Natomiast jak się kłócimy to zawsze mówi: co ty byś
        zrobiła jakbyś musiała prać pieluchy tetrowe, gotować obiadki i tarabanic się z
        wózkiem tramwajem (wow, ja mam samochód, ona nie miała). Ale to sporadyczne.
        W takich momentach czuję jednak, że ona chce mi dac do zrozumienia ile to
        musiała się "wycierpiec" żeby zapewnić mi godziwy byt.
    • delcia Re: model matki cierpiącej 25.10.04, 10:11
      tak,tak oczywiście, że nasze mamy miały gorzej pod względem pieluch, słoiczków,
      samochodów itd, choć my mamy gorzej, bo musimy dłużej pracować, być
      dyspozycyjne często w weekendy, naszych mężów nie ma, ponieważ zarabiają na te
      pieluchy, zabwaki, słoiczki itd, nasze dzieci będą miały dużo trudniej niż my w
      szkole, trzeba je przygotować do tej walki szczurów....świat idzie do przodu.
      Ale zakładając ten wątek chciałam podzielić się przemyśleniami o tym, że
      niektórzy mają taką potrzebę cierpienia, bycia "wykończonym" zamiast cieszyć
      się z macierzyństwa.
      Bo ja np jestem niewyspana, nie mam czasu dla siebie, ale bardzo szczęsliwa i
      nie chcę za 30 lat pamiętać tego niewyspania tylko nadal czuć się szczęśliwa.
      Inną sprawą jest to, że z taką mamą jak moja ciężko się rozmawia. Przypomniały
      mi się dwie sytuację: w ciąży miałam cukrzycę, moja mama na to, ja też pewnie
      miałam tylko kiedyś tak nie kontrolowano, musiałam rehabilitować córeczkę -
      niedotleniła się przy porodzie (6 pnkt), a pewnie ty też byłaś niedotleniona
      tylko ci zawyżyli punktację (bylam "powieszona" na pępowinie i "wyciskana"),
      albo mam problemy z kręgosłupem i bywa, że podczas zaostrzenia nie mogąc
      podnieść dziecka noszę ją, przewijam raczkując, bo nie mogę się wyprostować,
      córka wtedy wyczuwając, że coś nie tak domaga się więcej niż normalnie, moja
      mama na to: ja wiem, miałam jeszcze gorzej, a dziecko jest podłe i nie rozumie,
      że człowieka boli itd.....mogłabym pół dnia dawać przykłady, ale to nudne.
      Chodzi mi o sam fakt potrzeby umęczenia.
      • mamaaga99 Re: model matki cierpiącej 26.10.04, 16:22
        Hmm, tak jak pisałam wcześniej mam taką właśnie matkę z ogromną potrzebą
        umęczenia - ona nigdy nie jest zadowolona, nie przychodzi mi na myśl ani jedna
        rzecz, która sprawia jej przyjemność, jednym słowem: czarna rozpacz ! I tak to
        już jest - musisz pogodzić się z tym, że Twoja matka taka właśnie jest, nie
        brać tego do siebie, bo ona zapewne nie mówi tego, żeby zrobić Ci przykrość,
        tylko z samej potrzeby mówienia o sobie - mówienia w sposób wzbudzający
        współczucie. Chyba tylko na tym im zależy - żeby budzić litość i współczucie,
        to jest ich sposób na zaistnienie, wzbudzenie zainteresowania. To się strasznie
        kłóci z dzisiejszym stylem życia, gdzie każdy chce być kimś, coś osiągnąć i nie
        przyznawać się do porażek. Może to nie najszczęśliwsze określenie, ale chyba
        wiesz o czym mówie. W każdym razie taki sposób opowiadania o sobie wzbudza w
        innych, zwłaszcza dzieciach (przynajmniej w mojej rodzinie) ogromne poczucie
        winy, że się tej matce coś odebrało i każdy stara się ją uszczęśliwić. Ale to
        na nic - bo ona nie chce wcale być szczęśliwa - ona własnie widzi swą siłe w
        swoim nieszczęściu ! Na zadane mojej mamie pytanie: Czego Ty naprawde chcesz od
        życia ? - usłyszałam: "Chciałabym się położyć i umrzeć". A moja mama ma dopiero
        58 lat ! Tłumacyłam jej kiedyś, bo teraz jużmi przeszło, że ma jeszcze jakieś
        20 lat do przeżycia i powinna pomysleć, co dalej zrobić z tym życiem, żeby było
        barwne. Ale to na nic - ona chce cierpieć. A naprawde nie ma powodów: nie jest
        osamotniona, wszyscy staramy się o rodzicach pamiętać, często ich odwiedzamy,
        zapraszamy na imprezy rodzinne, na dzień Babci i dziadka do przedszkola, zawsze
        jakiś prezencik z okazji imienin czy innych. pomagamy w różnych sprawach
        mniejszych i większych, także finansowo. I co? To nic nie daje.
        Jedyna rada dla Ciebie to zaakceptować matkę taką jaka jest i nie brać do
        siebie tego co mówi, nie wdawać się w dyskusje o cierpieniu i najlepiej
        dyskretnie zmieniać temat.
        Życze powodzenia !
        Aga
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka