triss_merigold6
22.10.04, 10:20
Mam koleżankę, koleżanka ma brata a brat żonę.
Żadna patologia, nic z tych rzeczy.
Małżeństwo w ciągu 6 lat powołało na świat 4 dzieci. Kochają je itd. Wszystko
niby super tylko: mieszkają u matki faceta w jej mieszkaniu; kobieta nie
pracuje; mąż zarabia średnio; są zadłużeni (kredyty na meble). Dzieci na
razie są małe, rodzice płodni i b. wierzący. Kobieta nie stosuje i nie ma
zamiaru stosować żadnej antykoncepcji, na lateks ma rzekomo uczulenie, w
kolejną ciążę zachodziła regularnie mniej więcej w 9 miesięcy po urodzeniu
więc następne dzieci są więcej niż prawdopodobne.
- na własne mieszkanie zero szans (nikt im nie da kredytu ani nie pożyczy,
wynajem z oczywistych względów finansowych odpada)
- dla babci komfort życia z czwórką maluchów + dwojgiem dorosłych jest żaden.
Babcia pomaga czasowo i finansowo ale nie zgadza się na przepisanie
mieszkania na płodną parę.
- kobieta do pracy nie pójdzie (na przedszkole ani niańkę dla tylu nie zarobi)
- mąż pada na pysk ze stresu i przepracowania
Moja koleżanka zastanawia się kiedy jej bratu pęknie żyłka w mózgu z w/w
powodów (stres, odpowiedzialność za utrzymanie licznej rodziny, kłopoty ze
zdrowiem) i co wówczas zrobi bratowa.
Tak się zastanawiam... być może liczna rodzina jest wspaniała ale chyba
lepiej myśleć a nie iść na żywioł z powiększaniem liczby jej członków...