damajah
28.03.20, 23:15
Taka sytuacja:
Od trzech tygodni jestem z dwójką dzieci w domu. Zrobiłam zapasy ogromne. Pracuję zdalnie. Na spacery wychodziłam z dziećmi po zmroku - na pustą ulicę (mieszkam na osiedlu domków i szeregówek - dużo małych pustych uliczek) Było nawet fajnie dla dzieci bo brałyśmy latarki, rowerek i deskę elektryczną i był fun ale bezpiecznie. Teraz nie wychodzimy już - mamy ogródek z trampoliną, huśtawkami i piaskownicą, duży taras.
Ale zaczynamy pomału świrować. Dzieci chwilami tak na siebie skaczą że dochodzi niemal do rękoczynów.
Mój partner mieszka 13O km od nas. Od dwóch tygodni trzyma solidną kwarantannę - żebyśmy mogły bezpiecznie przyjechać. Umówiliśmy się że zrobi zapasy i poczekamy 2 tygodnie. Dziś minęły te 2 tygodnie i mam jutro spakować dzieciaki do samochodu (mam duże auto zatankowane na full paliwem i gazem - mogę przejechać jakieś 600 km lub więcej więc nie muszę nigdzie się zatrzymywać)
Jest tylko jeden problem. Mój ukochany ma kamienicę. Jego mieszkanie ma 2 pokoje. Obok mieszka jego mama. Ma 4 pokoje. Moje dzieci mają pokój u niej (ona je bardzo lubi i sama tak chciała) Tylko że...mama codziennie wychodzi rano po gazetę. Uparła się i już. Jest to mała miejscowość. Zero przypadków (tam się wszyscy znają - jesli ktoś zachoruje będzie wiadomo)
Ale i tak się trochę boję. Sama już nie wiem czy świruję za bardzo czy nie. My trzymamy totalną kwarantannę. Mój facet też. A mama - jednak nie. Innych lokatorów nie ma, pozostałe mieszkania puste.
Co byście zrobiły? Serio pytam.