na.rozdrozu
02.04.20, 15:52
Czytam tak Was sobie, jak to się dziwicie, że ktoś prowadzi działalność i po ograniczeniach nie ma środków do życia, albo jakie to oszczędzacie z uwagi na brak fryzjera czy innej kosmetyczki (ale pensja - nawet ta ograniczona wpływa na konto), albo te artykuły o zapaści Airbnb i komentarze pełne radości, jak to dobrze tym kułakom co mają dwa lub więcej mieszkań teraz źle, itd...
No więc ja... dzięki temu co się dzieje i nawet jak to się skończy, to pozostaję bez pracy do końca roku lub dłużej. A dlaczego? Bo byłam związana z turystyką - taką szeroko pojmowaną. A więc nie tylko sprzedaż wycieczek, ale i prowadzanie szkoleń dla szkół turyst., organizacja na zamówienie, przewodnictwo, pilotaż, zarządzanie wynajmem apartamentu. Wszystko to w ramach DG - tej jednoosobowej, a więc de facto samozatrudnienie. Kwiecień miałam pełen zleceń, a dziś nie tylko nie mam tych zleceń, ale potężne straty bo zostały zapłacone zaliczki na innym kontynencie (obecnie nie do odzyskania), a klientom kasę trzeba zwrócić. Cały maj i czerwiec - anulowany. Na wakacje nie mam co liczyć bo będzie to samo, a i mój target - to głównie szkoły, wiec te miesiące samoistnie odpadają. Jesień nie rysuje się lepiej, bo wszystko będzie i tak wstrzymane z decyzjami, zima - zwykle dla mnie ok, bo oparta o moje wyjazdy w egzotyczne miejsce - tym razem leży i kwiczy, jak cała branża.
Nie mam prawa do bezrobocia ani zasiłku opiekuńczego (chociaż mam na stanie niespełna 3 latkę), bo w marcu zawiesiłam działalność, żeby nie płacić ZUS. Od państwa generalnie nic nie mam, nawet tego mitycznego 500+, bo mąż obcokrajowiec i urzędy dalej się nie mogą porozumieć czy mi się należy czy nie.
Oszczędności, które mam, miały pójść teraz wiosną na nowy projekt-inwestycję i plan życia na emeryturze (hehe - bo od państwa niczego nigdy nie oczekiwałam i nie dostawałam i chciałam zapewnić sobie pracę, która mi pozwoli żyć i pracować również po 70-tce). Więc teraz mogę to wszystko przejeść, stracić - bo niczego nie mogę zrobić i pomysłu na siebie już nie mam (tzn. mam - praca w Lidlu lub Biedronce - bo ponoć szukają, a i wydłużyli godziny pracy, a reszta handlu niech zdycha).
Ponoć zawsze nam lepiej, jak u kogoś jest gorzej. No to może komuś poprawiłam humor...