W ostatnim czasie bardzo szczegółowo analizuję wszystkie paragony, bo robimy zakupy również dla rodziców i jakoś trzeba to potem rozliczyć. No i ostatnio w trakcie lektury paragonu z zakupów męża znalazłam pozycję "bukiet kwiatów". Hm... Ja żadnego bukietu nie dostałam. Rodzice też by raczej nie zamówili. Może chemia jakaś? O zapachu "bukiet kwiatów"?

Ale chemii też żadnej do domu nie przyniósł. Nie wytrzymałam - pytam męża. Najpierw zrobił wielkie oczy. Potem usiadł przy kuchennym stole, złapał się oburącz za głowę i tak trwał ze wzrokiem utkwionym w paragonie. Zerwał się, usiadł, znowu się zerwał... Po czym wykrzyknął: "Wiesz gdzie jest bukiet kwiatów?!!!". Zaprzeczyłam, lekko przestraszona, bo zachowywał się nieco dziwnie. Więc mi pokazał.
Bukiet kwiatów 😂
Znalazłyście kiedyś takie "dowody niewierności"?