Macie takie osoby w otoczeniu? Ja mam koleżankę, szczerze mówiąc mam coraz mniej ochoty do kontaktu, tyle lat się znamy więc trochę szkoda. Kiedyś może tego nie dostrzegałam tak wyraźnie, teraz jakoś do mnie coraz bardziej dociera, że ona ma ma problemy emocjonalne. Każdy telefon to nowe jęczenia, ona zawsze poszkodowana, zawsze ma aktualne dramy i powody do rozpaczy, nigdy nie ma przerw w tych rozpaczach, ona chyba sobie wyszukuje albo sama stwarza takie sytuacje, nikt nie ma takich problemów, chorób, pecha itd. Jako młoda dziewczyna zawsze miała zawody miłosne, nikt tak naprawdę nie był zainteresowany stałym z nią związkiem, a jak ktoś by chciał to ona go nie chciała, zawsze wybierała jakichś śliskich typów, a potem próbowała ich zmieniać prośbą, błaganiem, poniżaniem się, płaczami, szlochami, wszystko by oddała a i tak była porzucana. Szloch i płacz to jej broń podręczna. Teraz przerzuciła się na choroby, każda pierdoła urasta do epopei, prawie wszystko kwalifikuje się do OPERACJI, chyba chętnie w końcu by tę operację miała, ale jakoś się nie trafia odpowiednio poważna choroba. W najbliższej rodzinie też wszyscy mają "operacje" a ona szlocha całymi tygodniami, bo córka miała przebitą stopę i zrobili jej ........ operację (a tak naprawdę szycie z miejscowym znieczuleniem). Nie wiem jak tłumaczyć, czy powiedzieć wprost, czy ignorować, ona chyba się nie zmieni, jest przeczulona na własnym punkcie. Nie chce mi się już nawet do niej dzwonić, już chętniej zadzwoniłabym do ZUS