Takie odnoszę wrażenie, nie tylko z Tindera, ale i z tymi poznawanymi przez wspólnych znajomych czy przy okazji w sposób nieinternetowy
Coraz częściej uderza mnie postawa: szybko, bez zbędnych ceregieli, a jak nie pasuje, to na razie. Przy czym "szybko" = jedno, dwa, maksymalnie trzy spotkania.
Nie to, że się skarżę, ale zastanawiam się czy problemem jest mój wiek, zmiana mentalności, oba czynniki na raz, czy coś jeszcze?

Jak miałam lat 20-28, to starali się bardziej, byli wytrwalsi. Pod trzydziestce chce im się coraz mniej. No serio, nie mam problemu z ONS, ale jednak, jeśli facet po jednym 40-minutowym spotkaniu na kawie, gdzie nie było dosłownie żadnego kontaktu fizycznego, pisze mi, czy chcę przyjechać do niego i iść do łóżka, to jednak coś tu nie jest spójne. A jak odpowiadam, że za krótko się znamy, to albo po drugiej stronie koniec kontaktu albo krótkie "szkoda" i ten koniec kontaktu
W sumie zabawne. Ale tak samo faceci poznawani przez znajomych. Bierze numer, proponuje spotkanie, na spotkaniu mało lub wcale fizyczności, po spotkaniu propozycja (sms, fb) seksu. Czy to tylko moje doświadczenie? Faceci w różnym wieku 25-40+, różne zawody, różny background

Na luzie oczywiście wątek, ale cała sytuacja coraz bardziej mnie irytuje.