Wątek luźno nawiązuje do koronawirusa.
W styczniu miałam gwałtowną infekcję, wypisz wymaluj korona, trzy dni i byłam już zdrowa ale przez parę godzin myślałam, że umieram

No i z tą charakterystyczną niby dla korony utratą węchu i smaku...
Czytałam, że wiele z was miało podobne przejścia na poczatku roku i teraz o utratę węchu się rozchodzi...
Smak niby wrócił ale węch w sumie nie, mam wrażenie, że czuję połowę tego co kiedyś i zaczyna mi to na prawdę przeszkadzać, perfum nie czuję, lipy nie czuję, bzu nie czuła. Tj niby czuję ale bardzo słabo. Życie bez węchu smutne jest.
Pytanie - czy ktoś z was tak miał? Czy powinnam iść do lekarza czy mnie wyśmieje? Czy da się to wyleczyć?