Dziewczyny...nie wiem co robić.. proszę o poradę..Czy iść do psychologa czy odczekać, ze to normalne w tej sytuacji..Tak sie złożyło w naszej rodzinie i otoczeniu w ciągu roku zmarlo kilka osób bliskich naszej rodzinie ( dziadek moich dzieci,, dwie ciocie, wujek, kolega syna, dwie przyjaciółki rodziny)..Bliska niestety śmierci jest tez bardzo bliska nam 91 letnia ciocia...Chodzę ( czasami z dziecmi) w weekendy opiekować się nią. Od mniej więcej pół roku syn ( 14 lat) przed snem ciągle zadaje mi pytanie : " Co będzie jak umrzemy?". Ze on nie chce byśmy umarli..Zebym kiedyś ja umarla...Ze nie wyobraza sobie życia bez nas... Ze ten czas tak szybko ucieka..Ze dziadkowie tez juz maja swoje lata...Ze nie wyobraza sobie,zeby drugi dziadek umarl...Oczywiście są to pytania poważne, drążące ...Ciążą mi bardzo.. Bo już nie wiem jak z nim rozmawiać.. Mogę wierzyć i bardzo bym chciała by było faktycznie drugie życie w niebie

Ale kto wie tak naprawde jak tam jest ..Ech..Córeczka ( lat 11) wczoraj mnie dobiła.. Bo nagle zaczęła ( słyszy chcac nie chcąc pewnie te rozmowy z synem) swoje pytania...Że ona nie chce zamknąć oczu i zeby byla ciemna dziura.. Ze nie chce umierać itp itd...Ręce mi opadły

Żołądek ściska....Aż sama zaczęłam się tym tematem nocami dołować...Że faktycznie czas tak szybko leci, a tylu z anszej rodziny i bliskich już nie ma

Oczywiście dzieciakom tego nie pokazuję...W dzień dzieciaki są radosne, kochamy sie bardzo, maja super przyjaciół, kolegów....wieczorem przed snem takie dołujące tematy...Wygadać się Wam chciałam...Może ktoś coś poradzi..Bylabym bardzo wdzięczna