giba116
11.09.20, 20:00
Witam, potrzebuję obiektywnego spojrzenia na sprawę. Córka w tym roku poszła do I klasy. Nie spodziewałam się żadnych problemów społecznych bo dziecko otwarte, w przedszkolu miało swoje koleżanki, na podwórku to samo.
Do I klasy trafiła z kilkoma dziećmi z podwórka. W tym z dziewczynką, z która raz się dogadują a raz nie. Ale relacje poprawne. Córka siedzi z ta dziewczynką w ławce, chociaż w miedzy czasie tamta zaprzyjaźniła się z (imię przypadkowe) Zuzią. Pani jednak nie pozwala zmieniać miejsc. I od tego zaczął się problem.
Tamte dziewczynki jakby miały pretensje, że przez córkę nie siedzą razem. Nie za bardzo chcą z nią rozmawiać. Kiedy córka zagaduje odchodzą. Szczególny problem jest z Zuzią właśnie. Zna inne dzieci w klasie i jakby pod jej wpływem one też zaczynaja ignorować córkę. Kiedy ta podchodzi nie odpowiadają na jej pytania, odwracają się do koleżanek. Dzisiaj córka powiedziała, że Zuzia kopała jej picie kiedy spadło jej na ziemię.
Nie wiem co mam o tym myśleć. Córka jest otwarta, podchodzi do dzieci, zagaduje a mnie jest przykro kiedy słyszę, ze zderza się ze ścianą. Ogólnie wychodzi zadowolona ze szkoły, opowiada o lekcjach jednak nadmienia też o tych relacjach z innymi dziećmi. Kiedy pytam czy się tym przejmuje mówi, że trochę tak.
Ja wiem, że to dopiero 2 tydzień szkoły, wszystko nowe, że dzieciom się zmienia ale sama nie wiem czy faktycznie problem zaczyna kiełkować czy ja go wyolbrzymiam.