hedna
16.11.20, 02:11
Na początku miesiąca odezwała się do mnie znajoma z rodzinnej miejscowości. Chodziłyśmy razem przez chwilę do podstawówki, nie widujemy się. Kontakt sporadyczny na fb. Podobają się jej rzeczy, które robię na szydełku, padło kilka komplementow i słów typu "powinnaś się wysoko cenić, takie oryginalne rzeczy są dużo warte" (wyjaśnię za chwile dlaczego o tym piszę). Zapytała czy zrobię jej torbę na szydełku. Nie jest to to, co lubię najbardziej, ale ok. Omówiłyśmy szczegóły, termin. Dziś (wczoraj, bo już po północy) jechaliśmy do moich rodziców, więc dałam jej wcześniej z B ac, że podrzucę do jej mamy wracając. Też dzis była u rodziców. W sobotę jeszcze na mess. zapytanie o sznurek z którego dziergałam, o cenę
Wyszczególnilam, że sznurek tyle, zapięcie tyle, przesyłka tyle (bo zamawiałam te rzeczy). Do brzegu..... Spotkałyśmy się na minutę, torebka bardzo się jej spodobała i wręczyła mi...kase za materiały. Nie padły słowa, że za materiały, ale nie zająknęła się nawet ile za wykonanie..... Zatkało mnie, ale pożegnałam się grzecznie i wróciłam do samochodu, syn był niespokojny. Powiem szczerze, że serio mnie zatkało. Cała ta abstrakcyjna sytuacja. Nie jestem typem, który się upomni "ej, a gdzie reszta??", ale ciulowo się z tym czuję.