nova_mama1
28.10.04, 13:17
Jesteśmy ze sobą kilka lat. Mamy małe dziecko. Ciąża była nieplanowana.
Postanowiliśmy się pobrać. Niestety w pewnym momencie mój partner wycofał
się. Mówił, że nie wie czy chce być ze mną. Powodem był mój charakter.
Czasami kłócilismy się i to nie podobało się mojemu partnerowi. Szukał ideału
a ja nim nie byłam. Było mi przykro, ale pomyślałam, że zmienię się,
przestaniemy się kłócić i może wtedy on zdecyduje się. Przez cały czas bardzo
mi na nim zależało, robiłam wszystko, żeby było dobrze. I myślę, że było
bardzo dobrze. Zdarzały się czasem kłótnie, ale naprawdę bardzo rzadko.
Czekałam na decyzję mojego partnera, ale on twierdził, że jeszcze nie dojrzał
do tak poważnej decyzji, że jeszcze poczekamy. Minęło kilka lat. Ja jednak w
pewnym momecnie poczułam, że nie jesteśmy rodziną. chiałam mieć jeszcze jedno
dziecko. Zaczełam wspominać delikatnie partnerowi o swoich obawach ale znowu
słyszałam to samo. Wpadłam w lekką depresję, miałam poczucie winy, nie
potrafiłam sobie z tym wszystkim poradzić. W koncu doszło do strasznej
kłótni. Po awanturze doszłam do wniosku, że powinniśmy się roztać, że może
nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Mój partnet przestraszył się. Było mi bardzo
przykro, ale nie chciałam tak dalej żyć. Dodam, że jest osobą odpowiedzialną,
ma mnostwo zalet. Nie był jednak dojrzały emocjonalnie. Poszłam do
psychologa. Psycholog bardzo mi pomógł. Pomógł mi pozbyć się wyrzutów
sumienia. Przeprowdziłam jakiś czas temu ze swoim mężczyzną poważną rozmowę.
Powiedziałam mu czego od niego oczekuję i dałam mu czas na podjęcie decyzji.
Czas minął. Rozmawialiśmy i mój partner powiedział, że chce żebyśmy pobrali
się, że powinnismy to zrobić. Oczywiscie ucieszyłam się. I tak naprawdę
myślałam, że on chce. Byliśmy w kościele. Ksiądz prosił nas o załatwienie
dokumentów. Widzę jednak, że on robi to bardzo niechętnie. Nic nie robi w tym
kierunku. To znaczy robi kiedy ja naciskam. Widzę, że sprawia mu to jakąś
straszną trudność. Nie chce o tym rozmawiać, jest jakiś rozdrażniony kiedy o
tym wspominam. Ustaliliśmy, że nie robimy żadnej imprezy. Będziemy tylko my i
świadkowie. I chodzi tylko o dostarczenie tych dokumentów. Już sama nie wiem
co mam o tym myśleć. Czy tacy są faceci? Czy może ja za dużo od niego
wymagam? Przecież nie wymagam od niego, żeby sie oświadczał, kupował
piersionek zaręczynowy. Cieszyłam się a teraz czuję, że zaczyna mnie to
denerwować. Porozmawiać z nim? Powiedzieć o swoich obawach? A może on ma
prawo tak sie zachowywać? Może to normalne? Dodam, że on twierdzi, że mnie
kocha.
Pozdrawiam