Po wczorajszej wichurze nie mieliśmy prądu przez 5h. Świece były, latarki w komórkach, ale i tak nie było łatwo

Baterie w telefonach szybko padly, bo to juz był koniec dnia, zmrok juz zapadł więc ciemno i wyzwaniem było zrobienie dzieciom niemal po omacku kolacji (na szczęście mamy kuchenkę gazową więc i herbatę dało się zrobić) zajęcie wieczoru ( starszy uczyl się do matury przy świecy i rozlany wosk zeskrobywalam jeszcze dzis) , gdy niczego nie można robić poza rozmowami, puszczaniem "zajączków" czy pokazywaniem zwierzaków z cieni.
Uświadomiłam siebie ze dzięki Bogu nie mamy zbyt wielu urządzeń na prąd i mamy chociaż ciepło i ugotować się coś da. Za to młody zaspał na 7:00 do szkoły bo poszlismy spać zanim włączyli prąd i komórki nas nie obudziły

A wy? Jak bardzo jesteście uzależnione od zasilania prądem? Jak radzicie sobie w razie awarii energetycznej? Chętnie posłucham o tym historii i porad jak ogarnąć życie offline, bo dziś tez wieje koszmarnie