emi73
29.10.04, 22:07
Cześć! Jestem tu po raz pierwszy, do tej pory bywałam na forum "Ciąża i
poród", no a teraz to już na forum "Niemowlę". Mam dwu i pół miesięcznego
synka i cały mój świat przestawił się do góry nogami. Jakby tu zacząć... W
jakim jestem wieku to widac z mojego nicka (hmmm... w sumie nie ma się czym
chwalic, chyba wypadałoby go zmienić...), mam skończone studia, bardzo fajną,
rozwijającą intelektualnie pracę, zawsze dużo czytałam. No a teraz wszystko
mi się odmieniło. Jasne, coś tam podczytuje, ogladam Wiadomości, ale
generalnie interesuje mnie mój synek, całkowicie przestawiłam się na
zaspokajanie jego potrzeb, bawienie się z nim i własciwie nie bardzo jestem w
stanie mówic o czymkolwiek poza moim dzieckiem. Pewnie jest to w jakis tam
sposób naturalne, wziąwszy pod uwagę, jaki ona jest jeszcze maleńki; ponadto
urodziłam go stosunkowo późno (no cóż, nie kazdy spotyka własciwego mężczyznę
w wieku 20 lat). No i brakuje mi strasznie koleżanek, z którymi mogłabym
znaleźć wspólny język. Tak się składa, że moje dwie najbliższe przyjaciółki
dzieci nie mają. Do tej pory w szóstkę (z naszymi mężami) + z trzema psami
wyjeżdżaliśmy razem na wakacje, czulismy sie razem doskonale, a teraz ja
jestem nudziarą... Rzecz jasna, zadna z nich mi tego nie powiedziała, ale ja
to wiem, bo ja juz żyję w inym świecie... Jedna z tych moich przyjaciółek
dzieci absolutnie nie planuje, bo ją to nie interesuje (i ja to szanuje - w
końcu nie kazdy musi chcieć mieć dzieci), druga natomiast stara się od lat,
ale ma problemy. A po ostatnich odwiedzinach u mnie (hmmm... akurat mój synek
zrobił wieeeelką kupę...) powiedziała ze już jej się odechciało miec dzieci.
Zrobiło mi sie przykro... A ja dostałam totalnego świra! Tak mi się spodobało
bycie mamą (mam bardzo spokojne i pogodne, bezkolkowe dziecko), że już myślę,
jakby to było fajnie mieć drugie. Moje kolezanki zapytały mnie, czy nie
mogłabym wyrwać się z domu któregoś dnia na godzinkę na piwo (wcześniej
bywałysmy często). Pewnie bym i mogła, mąż doskonale sprawdza się w roli
tatusia, tylko nie chcę. Nie sądzę, abym mogła skoncentrować się na
jakiejkolwiek rozmowie, nie wiedząc, co dzieje się w domu. Jest mi przykro,
ze tracimy wspólny język, bo zawsze były mi bardzo bliskie, w sumie znam je o
wiele lat dłużej niż własnego męża. W gruncie rzeczy najszczęśliwsza byłabym
gdyby i one miały dzieci, ale się na to nie zanosi. Znamy sie jak łyse konie.
Ponadto po trzydziestce chyba juz trudniej zaprzyjaźnic się tak naprawdę z
kimś nowym...