Bo tak się zastanawiam...
W jednym z wątków forumka pisze, jak ją partner naprostował, jeśli chodzi o styl ubierania - że ona cekiny i białe kozaczki, a on pokazał, jak ubiera się kobieta z klasą.
Na co komu "klasa", szczególnie wbrew własnym preferencjom?
Nadmienię nieśmiało, że moja ewolucja modowa poszła w przeciwnym kierunku - i to bez zachęt ze strony jakiegokolwiek partnera. W młodości bardzo zależało mi na perfekcyjnym, acz oryginalnym, wizerunku, a im jestem starsza, tym bardziej mam w nosie całą tę "klasę". A cekiny polubiłam

- mimo że kiedyś wzdychałabym, jakież to bezguście. No zgadza się - tylko co z tego, skoro tak miło migoczą?