ojesu
17.12.21, 16:55
Takie zdanie zaczynam mieć o mojej koleżance. Jej mąż wyjechał za pracą za granicę, nie było go 5 miesięcy. Praktycznie od razu jak wyjechał zaczęła się odgrażać co to ona mu ugotuje kiedy wróci 16 grudnia. Prosiła mnie o przepis na sernik i moją ulubioną wołowinę. Miała też zrobić swoje popisowe danie, czyli babeczki nadziewane serkiem mascarpone. Miałam dostać jedną, bo ja ją ciagle częstuję, a ona nic nie piecze. W dzień przyjazdu męża miała wolne w pracy, ale od rana marudziła że nie zdąży ani nic ugotować, ani upiec bo nie posprzątała w domu, co planowała zrobić podczas urlopu. Mam zdjęcie tego mieszkania, ale nie wstawię, bo wstyd. Na koniec powiedziała, że mąż będzie i tak o 21:00 więc pewnie nie będzie głodny. Więc mąż nie dostał ani sernika, ani babeczek ani wołowiny. Ja również nie dostałam babeczki.
I teraz ja bym w ogóle się nie czepiała, gdyby od miesięcy conajmniej raz w tygodniu nie gadała co to ona Piotrkowi ugotuje i upiecze. Mam wrażenie, że jest leniem, czego nie lubię.