Pracuję w firmie od września ub.roku. Praca w sumie ok, blisko domu, niezłe zarobki, duża niezależność. Koleżanki różne. Jest nas w sumie 14 osób Odchodzi "stara" kierowniczka mojego mini działu i od lutego bedzie nowa, jedna z niezbyt przeze mnie lubianych koleżanek. Do tej pory nie było żadnych wyjść poza pracowych, co nie ukrywam, bardzo mi odpowiadało. I nagle "nowa" przyszła kierowniczka

organizuje dzisiaj o 17 wyjście na kręgle, a pózniej...się zobaczy, jak to określiła. Oczywiście każdy płaci za siebie.
Nie ukrywam, nie mam ochoty iść. Nigdy, w żadnej pracy nie lubiłam tego typu integracji. Dodatkowo z moimi koleżankami z pracy niewiele mnie łączy. Większość to zwolenniczki rządu pis i kościółkowe mohery. Naprawdę, poza pracą nie mam o czym z nimi rozmawiać. W pracy mamy dużą niezależność, pracujemy na zmianę. W związku z tym brak tematów do rozmów nie rzuca się w oczy.
Poza tym mam urlop do czwartku i niezbyt chce mi się poświęcać pół dnia urlopu na wymuszone wyjście na kręgle...
Tak tylko chciałam się użalić, bo zła jestem z powodu zmarnowanego popołudnia i wieczoru

Ktoś też tak ma/miał wymuszone wyjście integracyjne?!
Jak wcześniej wyjść z takiego czegoś, jak po angielsku zniknąć nie wyglądajac na dziwną osobę?