extereso
12.03.22, 09:43
W jakimś zakresie podjęłam się pomocy w związku z wojna, jak prawie każdy. Przez pierwsze tygodnie nie zastanawiałam się wiele. W tej chwili zaczynam szacować jak długo ta pomoc może potrwać. Na razie jestem gotowa pociągnąć sprawę do wakacji ( przedtem córka bierze ślub i sytuacja naszej rodziny się zmieni). To też łatwo wytłumaczyć, zmieniają się okoliczności, zmieniają się możliwości, wiadomo, że tak porozmawiać trzeba już teraz. Chodzi też o koszty, na razie możemy im podołać bez rezygnacji z czegokolwiek, ale zaczynam myśleć co dalej. Załóżmy że będziemy musieli zrezygnować z treningów, dla nas to jeszcze ok i tak dodatkowo mam karnet do siłowni, tam gdzie chodzę są super zajęcia grupowe, mąż też ma. Byłoby mi żal, ale są sprawy ważne i ważniejsze, tylko co wtedy z naszym trenerem. Jeśli podobnie wybierze kilku klientów to z kolei on wpadnie w tarapaty finansowe, a to taki oddany uczciwy człowiek. Był dla nas zawsze w porządku a teraz mam podjąć decyzję w większym stopniu uwzględniając inne osoby... Co prawda im grozi więcej, ale wiem, że i dla niego bezpieczeństwo finansowe nie oznacza jedzenia homarów. Chyba ten stres się na mnie odbija, bo utknęłam w takich dylematach.