Dodaj do ulubionych

Moje, twoje, nasze

    • magdallenac Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 14:10
      >Na kanwie watku o finansach w zwiazku uwazacie, ze majatek typu nieruchomosci powinien byc wspolny

      Ja w ogóle nie "uważam" jak to powinno być u innych. U nas majątek do którego doszliśmy w czasie małżeństwa jest wspólny, mój przedślubny wciąż mój, chociaż nie miałabym najmniejszego problemu z podzieleniem się. Męża przedślubny zainwestowany we wspólny, a dodatkowo wszystkie nieruchomości w Polsce kupione wspólnie są moje, bo mąż jako pozaunijny nie może mieć nawet centymetra ziemi. Oboje czujemy się komfortowo, o inwestycjach mówimy, że są wspólne, nie boimy się używania liczby mnogiej mówiąc o NAS. Normalnie, jak to w rodzinie.
      • sonnija70 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 14:27
        Dopoki w malzenstwie jest dobrze, to funkcjonuje. Gorzej jak dochodzi do rozwodu, smierci. Wtedy formlnosci mja znaczenie. Ja z mezem tez mam wszystko wspolne i jesli cos odziedzicze mam zamiar. Raczej wlaczyc to do wspolnoty. Tak wydaje mi sie uczciwie.
        • magdallenac Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 14:32
          U nas jest to tak sformalizowane, że bardziej by już nie mogło. Formalnie jesteśmy przygotowani na każdą możliwa okoliczność, nieoczekiwany zwrot wydarzeń, czy inne kataklizmy i zawieruchy życiowe.
        • tt-tka Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 14:40
          sonnija70 napisał(a):

          > Dopoki w malzenstwie jest dobrze, to funkcjonuje. Gorzej jak dochodzi do rozwod
          > u, smierci. Wtedy formlnosci mja znaczenie.

          Ano maja.

          Ja z mezem tez mam wszystko wspolne
          > i jesli cos odziedzicze mam zamiar. Raczej wlaczyc to do wspolnoty. Tak wydaj
          > e mi sie uczciwie.

          Moja siostra NIE wlaczyla do wspolnoty odziedziczonego mieszkania. Dobrze na tym wyszla, gdy doszlo do rozwodu. Szwagier niewatpliwie bylby sklonny dzielic uczciwie na pol, gdyby byl wspolwlascicielem tongue_out
          Aha, mezem byl nie od kilku dni, a znali sie od liceum.
          • panna.nasturcja Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 18:56
            Ale wiesz, Tt-tko, ja jestem przekonana (i już raz na tym przekonaniu dobrze wyszłam), ze w małżeństwie może nam nie wyjść z wielu powodów. Ale wychodzę za mąż za człowieka uczciwego, porządnego, nie złodzieja. I jeśli dojdzie jednak do rozwodu to rozstaniemy się jak ludzie i podzielimy majątkiem uczuciwie, bez względu na to, co jest w papierach. Już raz zprzerabialam, nie przejechałam się na tym, były mąż jest porządnym człowiekiem, choć nam nie wyszło.
            Z obecnym mam nadzieje się nie rozowdzic, bo ponad ćwierć wieku wspólnego życia za nami, ale jestem przekonana, ze również ewentualny rozwód i podział mienia przebiegłby bez problemów.
            • tt-tka Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 19:03
              A ja zbyt wiele przypadkow odwrotnych widzialam w zyciu - gdy czlowiek porzadny, uczciwy etc przestawal byc taki.
              Albo pozostawal taki, tylko obiekt uczciwosci mu sie zmienial tongue_out
              Albo pomylila sie osoba tak druga osobe oceniajaca
              Albo, albo, albo...

              Juz w szkolnych latach wychowawczyni nas uczyla "zaufanie do partnera to piekna rzecz, ale prezerwatywa jest pewniejsza" i tego sie trzymam.
              • tt-tka Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 19:05
                I zeby nie bylo - ja swojemu ufam. Pozwole sie skuc, pojde w nieznane z zawiazanymi oczami i tak dalej. Ale mamy sfery wspolne i sfery osobiste i czesc tych wlasnosciowych nalezy do osobistych.
                • extereso Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 19:09
                  Ja nie widzę w tym nic złego. Jak mówię, teraz byłabym gotowa na oddzielne własności, właśnie dlatego, że mojemu ufam w 100 procentach a posiadanie nie jest dla mnie ważne. Ale jak nie mieliśmy jeszcze domu, to było ważne żeby to co mamy czy będziemy mieć, było wspólne.
              • panna.nasturcja Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 19:08
                No czyli nie był to człowiek porządny i uczciwy i tyle.

                Nie rozumiem związku z prezerwatywa, w ciąże można zajść nawet, gdy jesteśmy uczciwi i się zabezpieczamy, nie ma stuprocentowo pewnej antykoncepcji, poza szklanka wody zamiast.

                Straszne mi się wydaje takie życie, gdy kilkadziesiąt lat żyje przy boku człowieka, któremu nie ufam i cały czas jestem zabezpieczona na wypadek numeru, który on mi wywinie, to ja dziękuje, wolałabym być sama.
                Dla mnie zaufanie jest niezbędna podstawa związku, bez tego nie ma nic.
                • tt-tka Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 19:49
                  panna.nasturcja napisał(a):

                  > No czyli nie był to człowiek porządny i uczciwy i tyle.

                  Byl. Ludzie sie zmieniaja. pod wplywem chorob, nalogow, sytuacji zyciowych...


                  >
                  > Nie rozumiem związku z prezerwatywa,

                  Tak, widze. W tlumaczeniu "zaufanie swietna rzecz, ale zabezpieczenie jest pewniejsze". Tak lepiej ?


                  > Dla mnie zaufanie jest niezbędna podstawa związku, bez tego nie ma nic.

                  I ludzie sobie ufaja. Na tym buduja zwiazki. Tylko to bywa zawodne. I nawet nie powiem, ze "niekiedy", powiem "dosc czesto".
                  • panna.nasturcja Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 00:58
                    tt-tka napisała:

                    > Tak, widze. W tlumaczeniu "zaufanie swietna rzecz, ale zabezpieczenie jest pewn
                    > iejsze". Tak lepiej ?

                    No to już widzę czemu nie zrozumiałam.
                    Dla mnie nie do przyjęci. To znaczy w małżeństwie, bo gdzie indziej się zgadzam jak najbardziej.


                    • larix_decidua77 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 08:18
                      panna.nasturcja napisał(a):

                      > tt-tka napisała:
                      >
                      > > Tak, widze. W tlumaczeniu "zaufanie swietna rzecz, ale zabezpieczenie jes
                      > t pewn
                      > > iejsze". Tak lepiej ?
                      >
                      > No to już widzę czemu nie zrozumiałam.
                      > Dla mnie nie do przyjęci. To znaczy w małżeństwie, bo gdzie indziej się zgadzam
                      > jak najbardziej.
                      >
                      >
                      Ale ty właśnie jesteś zabezpieczona, wspólnym majątkiem. I możesz sobie wygodnie ufać, bo w razie rozwodu wszystko idzie na pół. Gorzej jest, gdy jedna osoba posiada wszystko, bo ma dom po dziadkach całe życie w remoncie a druga nie ma nic. Wtedy nie ma co ufać, tylko trzeba cisnąć na wspólną nieruchomość lub przepis. Ewentualnie na pokaźne oszczędności na czarną godzinę.
            • picathartes Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 20:19
              > I jeśli dojdzie jednak do rozwodu to rozstaniemy się jak ludzie i podzielimy majątkiem uczuciwie, bez względu na to, co jest w papierach.

              A jeśli poza tym, co macie i używacie wspólnie, i żyjecie na bardzo wygodnym poziomie, Twój mąż (łącznie z jego rodzeństwem) dostałby w majątku rodzinnym kilkusetmilionową fortunę, która w rodzinie jest od pokoleń, uważasz, że przy rozwodzie powinien się tym pół na pół z Tobą podzielić? Nie wystarczy, że Wasze dzieci to odziedziczą?

              Uważam, że to się po prostu żonie nie należy, bo ani mąż na to sam nigdy nie zapracował, ani nie zapracowali na to wspólnie, ani jej się komfort życia po rozwodzie mocno nie obniży, jeśli rozwiodą się po człowieczemu tak, by nikomu niczego nie brakło.
              No i jeszcze, jakby od pokoleń każdy miał się z każdą rozwiedzioną połówką wszystkim odziedziczonym dzielić, to po kilku pokoleniach w rodzinie nic by już nie zostało smile
              • panna.nasturcja Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 00:56
                Ale dlaczego Ty mnie uważasz za złodziejkę i sądzisz, że gdyby mój mąż miał milionową fortunę to ja bym się do niej poczuwała przy rozwodzie?
                Dlaczego moje "podzielimy majątkiem uczciwie" rozumiesz jako "wszystko po połowie"?
                Wiesz, że to więcej mówi o Tobie niż o mnie, bo ja nic takiego nie napisałam.
                • picathartes Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 17:21
                  A to nie Twoje słowa:

                  "No u nas tak, cokolwiek odziedziczymy jest wspolne, w ogóle nie wyobrażamy sobie, ze może być inaczej, skoro zdecydowaliśmy się na wspolne życie."?
              • taki-sobie-nick Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 02:13
                Wcześniejsze pokolenia nie rozwodziły się tak łatwo.
    • mava1 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 14:26
      >Jak sie malzenstwo dorabia od pierwszej lyzki razem to sprawa jest prosta. Przyznam jednak, ze czulabym sie >niekomfortowo gdyby dom, mieszkanie byly tylko ma meza.

      jak sie dorabiasz "od pierwszej łyżki" to nigdy ten majątek nie jest tylko męża, nawet jak tylko jego nazwisko widnieje na akcie własności.
      W dużej mierze sprawę załatwia ślub ale nawet w konkubinacie można udowodnić "współudział".
      • engine8 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 18:07
        No ja sie spotalem z taka sytuacja w Polsce ze maz odziedziczyl dzialek przez zawarciem zwiazku.
        Po zawarciu wspolnie zbudowali na niej dom. Po kilku latach maz kazal sie zonie wyprowadzic poniewaz postanowil sie rozwiesc i dom sprzedac poniewaz dom postawiny na jego dzilace jest jego domem. Sam go sprzedal.
        • larix_decidua77 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 08:21
          Po kilku latach to pół biedy, gorzej jakby ją wywalił na emeryturze.
    • koktailz6 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 08:52
      To, co wniosłam do małżeństwa jest moje i dziedziczą po mnie moje dzieci.
      Mąż mieszka w moim domu, czyli korzysta z moich zasobów nie płacąc odstępnego za użyczenie. Tak samo jego dzieci.
      Mąż nie ma z tym problemu.
      Oboje jesteśmy po przejściach z ex małżonkami i może nasze doświadczenia wpływają na takie postrzeganie kwestii finansowych.
    • evee1 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 11:06
      My zaczynalismy razem prawie od zera. Prawie, bo ja mialam nieco wiecej niz maz i moze wtedy stanowilo to spora kwote (wtedy starczylo na depozyt na dom), ale obecnie, po 30 latach wspolnego zycia, jest to kwota zaniedbywalna. Pozniej maz odziedziczyl czesc ze sprzedazy mieszkania po zmarlej mamie, wiec sie wyrownalo smile.
      My od zawsze traktujemy nasz caly dorobek jako dobro wspolne, niezaleznie od zarobkow kazdego z nas. Wyjatek stanowia dwie nieruchomosci, ktorych wlasnosc rozdzielilismy miedzy siebie, ale to tylko na papierze, ze wzgledow podatkowych.
    • nowabiala1 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 16:55
      A jak oceniacie taką sytuację: przez kilka lat po slubie pan i pani mieli wspólnotę majątkową, mieszkanie wynajmowali o rodziców pani. Powstaje pomysł wzięcia kredytu i kupna gotowego domku. Pani boi się, że nie dadzą rady spłacić kredytu, choć pan zarabia bardzo dobrze (wiąże się to z okresową kilkumiesieczna nieobecnościa w domu - marynarz).
      Totez na wniosek pani podpisana jest rozdzielnosc bezdorobkowa.
      Dom kupiony, przeprowadzka.
      Pani nie pracuje, zajmuje sie dwojgiem małych dzieci.
      Wykształcenie ma średnie i "nie czuje sie na siłach" podnieść kwalifikacji.
      Swoją droga, jest przez 6-8 miesiecy w roku sama z dziecmi, rodzice jej pracuja.
      W tej sytuacji podjecie zarobkowania poza domem nie wchodzi , jej zdaniem, takze w gre.
      Uwaza, że nie da sobie rady zajmujac sie SAMA ! domem, dziecmi i praca (i psem) nawet gdyby posłała je do przedszkola. "I tak będą chorować".

      Czy ona sama sobie dół kopie, bo coś tam jej podobno a conto emerytury mąż wpłaca, ale chyba nie uzbiera sie z tego wiele?
      Czy ona nie zdaje sobie sprawy, że jest uziemiona, że w wypadku rozwodu nie ma najmniejszych praw do domu, a w wypadku smierci meza (po rozwodzie) do renty wdowiej, odszkodowanie i renta tylko dla dzieci ?

      Co byście jej powiedziały ?

      • tt-tka Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 18:06
        Nie wiem, co to jest rozdzielnosc bezdorobkowa. To samo, co po prostu rozdzielnosc ?
        Poradzilabym, zeby poszla do pracy, rzecz jasna. Zawsze to radze smile

        A jezeli to dla pani zupelnie, absolutnie nie wchodzi w gre - sprawdzenie, czy to, co maz jej wplaca a conto emerytury jest formalne i czy odpowiada stawkom od najnizszego chocby wynagrodzenia.
        • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 18:10
          Pewnie rozdzielność bez wyrównania dorobków.
          • nowabiala1 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 18:30
            a jakby w wypadku podania o rozwód (bez znaczenia, kto by podal o ten rozwód), gdyby np. ona uparła sie i nie wyprowadziła z domu , ktory nie jest jej własnościąa ? To co by było ?
            • tt-tka Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 19:43
              nowabiala1 napisała:

              > a jakby w wypadku podania o rozwód (bez znaczenia, kto by podal o ten rozwód),
              > gdyby np. ona uparła sie i nie wyprowadziła z domu , ktory nie jest jej własno
              > ściąa ? To co by było ?

              A to roznie by moglo byc. Jezeli sad ustanowilby jej opieke nad dziecmi, to praktycznie jest nie do ruszenia. Ale wtedy pan eks moglby zwlekac z alimentacja, moglby rozwiazac umowy z dostawcami pradu/gazu/tv i co tam oni maja, moglby sprzedac dom z lokatorami, moglby zamustrowac tam, gdzie bylby trudno osiagalny, a jeszcze trudniej sciagalny... nie bede podpowiadac sposobow mniej ogranych.
              No i przede wszystkim moglby przestac placic na jej emeryture.
        • vivi86 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 19:00
          Chyba rozdzielność bez wyrównania dorobków
    • igge Re: Moje, twoje, nasze 10.05.22, 01:17
      Podzieliłabym się z mężem.
      W wolnej chwili😉.
      Nie na cito.
      Zresztą po mojej ewentualnej śmierci i tak by część odziedziczył.
    • leni6 Re: Moje, twoje, nasze 10.05.22, 12:12
      Nawet jak para jest razem od liceum, to przecież można jeszcze dostać spadek czy darowiznę. Ogólnie nie widzę problemu w tym, że małżonkowie posiadają własne nieruchomości. Problem jest jeśli ktoś nie ma żadnego zabezpieczenia na przyszłość. Czyli tak: jeśli ktoś ma mieszkanie/działkę/dom, w którym para nie mieszka to przychody z najmu są wspólne, w razie rozwodu pozostaje to własnością jednej osoby. Jeśli któraś strona posiada duże mieszkanie/dom, które spełnią wymagania rodziny to należy omówić uwspólnienie lub np zakup innej nieruchomości, będącej wylaczną wlasnością drugiego współmałżonka. Najbardziej problematyczna wydaje mi się sytuacja kiedy jedno z małżonków posiada nieruchomość na kredyt, bo ten kredyt spłacany jest że wspólnych środków.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka