A tak je polubiłam.
Kilka miesięcy temu kupiłam moją pierwszą paczuszkę Chia, ale potem o niej całkiem zapomniałam. Dopiero kilka tygodni temu zaczęłam robić słynne "overnight oats" i to był strzał w dziesiątkę jeśli chodzi o szybkie, zdrowe i smaczne śniadanie.
Równolegle zaczęło mnie wypryszczać, ale nie skojarzyłam związku. Rozmyślałam nawet, czy nie zbadać hormonów, może krem odstawić? Zaczęłam powoli wyglądać jak pryszczata nastolatka. Pod koniec maja pojechaliśmy na urlop i nagle cera czysta, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Więc nie hormony i nie krem, ale jakiś nawyk pielęgnowany w domu.
Wczoraj ponownie zrobiłam sobie słoiczek z owocami i co dziś widzę w lustrze: wypryski. No zła jestem i nadal nie dowierzam, próbuję zaklinać rzeczywistość, że to jednak przypadek, bo przecież wszyscy trąbią, jakie to zdrowe, a u mnie co.

Tak dla przestrogi właściwie to piszę, może ktoś również się zmaga z podobnymi symptomami?
Zastanawiam się też, czy można je czymś zastąpić, ale jednak len to nie to samo przecież...