boremloska
23.07.22, 12:20
Jak już pisałam jestem niepełnosprawna i wychowuję upośledzonego syna.
Nie wstydzę się nazywać rzeczy po imieniu. Faza wstydu przestal mi być obca więc proszę się nie obruszać nazewnictwem.
Nie od początku tak myślałam o tej sytuacji.
Zakaldam wątek w odniesieniu do wątku poprzedniego o tym co dać dzieciom.
Mój syn musi brać bo sam sobie nie wypracuje. Ja worek nie mam. Można powiedzieć że przekazuje mu wartości ale i to można wyśmiać i słusznie.
Synowi wkładam w łeb, że podstawą w jego przypadku jest zabezpieczenie przyszłości.
Żeby nie szedł z motyka na słońce, nie próbował pracować, bo to daremne. Że jak zacznie to pogorszy sobie sytuację rentową,że będą patrzeć na jego młody wiek i zdolność.
Sama przez to przechodziłam to wiem.
Dajecie na miarę swoich możliwości i sytuacji swoim dzieciom czy nawet mają miolny nie dacie nic.
Ja nie byłam wspierana z domu. Zobaczyli że nie rokuje i po prostu inwestowali w zdrowe dzieci. Ja zaś w niego syna inwestuję bo kocham to moje chore dziecko i troszczę się jak mogę😭