milva24
04.12.23, 12:07
Hejka, jakiś czas temu zapowiedziałam (głównie dla własnej motywacji), że mnie do końca roku nie będzie na ematce a jednak weszłam. Poużalać się głównie ale tez po porady. Plany, które miałam w związku z czasem oszczędzonym nie powiodły się, w domu dalej bałagan a poza tym nic mi się w ogóle nie układa. Córka od sierpnia zaliczyła dwa epizody mocno obniżonego nastroju, byliśmy nawet u psychologa ale ostatecznie stwierdziła, że ona chodzić nie będzie. Ale... ugodowa nie była nigdy ale teraz to jest jakaś kumulacja czynny i bierny opór we wszystkim niemal. A wina moja bo ja jej każę a jak ktoś jej coś każe to wtedy jej się nie chce tego robić. Bo ona musi sama zrozumieć... Tylko opornie jej to idzie wiec grozi jej bycie nieklasyfikowaną z w-f. Ja zaczęłam terapię ale dopiero co więc na efekty za wcześnie. Jednak od tego sierpnia sama mam skopany nastrój, żyć mi się nie chce dosłownie. Robię to co mam robić ale beczę co chwilę (co też córkę wkurza że że mną nie można pogadać bo mi o byle co przykro(staram się przy niej nie płakać ale słabo mi idzie)), jeść mi się nie chce i schudłam 4 kg przez te parę miesięcy. No i w końcu poszłam do lekarza. Hormony tarczycy wyszły mi w normie ale mocno podwyższone przeciwciała przeciwtarczycowe. Mam na koniec grudnia termin u endokrynologa, mam nadzieję że on coś pomoże bo tak się nie da na dłuższą metę. A może jednak wybrać się do psychiatry też?