Drogie emamy, doradźcie, bo ugrzęzłam. Myślałam, że uda mi się wymienić moją Kyleenę na nową, że już nigdy nie będę musiała doświadczyć miesiączek i przejmować się pamiętaniem o pigułkach. To była moja ukochana forma antykoncepcji. Ale no, niestety po trudnym i bolesnym usunięciu władki okazało się, że mam już takie zrosty, że kolejnej założyć się nie da a nawet jeśli się da, to nie mam ochoty na zabieg pod narkozą i ból w podbrzuszu zanim wkładka się "ułoży".
I co teraz? Pigułki brałam w życiu krótko, miały na mnie wówczas fatalne działanie, mordowały całe libido, a tego byśmy nie chcieli. Jestem też słaba w pamiętaniu o łykaniu tabletek. Rozważam plastry, choć mam obawy. To się nie odkleja od wody? Spędzam dużo czasu w basenie, na saunach, w kąpieli. Wytrzyma toto moje ciągłe nurkowanie?
Co jeszcze polecacie ze swojego doświadczenia co powinnam rozważyć (byle nie szklanka wody zamiast

) Czy któryś z dostępnych środków, poza wkładką domaciczną, może mnie uratować od miesiączek, których szczerze nie znoszę?
Ostatni raz antykoncepcją musiałam zajmować się jak miałam dwadzieścia lat, więc wypadłam z tematu...