makssimma
25.04.24, 12:37
Mam problem i potrzebuję neutralnej, obiektywnej oceny sytuacji.Jak z tego wybrnąć by wilk był syty i owca cała? Jak nie dopuścić do konfliktu? W lipcu mój mąż ma „okrągłe” urodziny. Już teraz zastanawiam się jak ten dzień spędzimy. Mam(miałam!) różne pomysły-typu wyjazd we dwoje w jakieś fajne miejsce lub wąskie grono rodzinne plus najbliżsi przyjaciele na uroczystym obiedzie/kolacji w dobrej restauracji i jeszcze kilka innych pomysłów. Moja pasierbica-dorosła córka mojego męża zrobiła mi/nam niespodziankę w związku z tym. Kilka dni temu zadzwoniła do mnie i oznajmiła. Ona już wszystko zorganizowała! Przygotowała listę gości (około setki!!!) wydrukowała zaproszenia które już rozesłała, wynajęła DJ do „oprawy muzycznej”, lokalizację też już ma, menu i wszystko inne z tym związane. Przyjęcie urodzinowe ma być niespodzianką tak, że mój mąż o niczym nie będzie do końca wiedział. Zatkało mnie!!! I nie może do tej pory odetkać. Stosunki między mną a pasierbicą były zawsze luźno poprawne, bez zbytniej wylewności ale absolutnie poprawne. Po tej jej akcji poczułam się jednak dziwnie, olana i zignorowana. Uważam, że zanim zaczęła organizować, powinna najpierw porozumieć się ze mną czy nie mamy innych planów?! Np. Właśnie wyjazd. Lub najpierw przedstawić swój plan zanim zaczęła organizować i zaproponować mi wspólną organizację. Dyplomatycznie dałam jej do zrozumienia że tak powinnabyła postąpić i jej „samowola” nie bardzo mi odpowiada. Spłynęło po niej! Odpowiedziała że to przyjęcie dla jej ojca a nie dla mnie czy dla nas obojga.To jest jej ojciec ale przecież i mój mąż. Jesteśmy oddzielną, samodzielną rodziną.My nie wtrącamy się do jej rodziny(męża i dzieci) i tego samego wymagamy w stosunku do nas.Wszystko co zorganizowała nie odpowiada mi w żadnym stopniu. Lista gości jaką mi pokazała to dla mnie horror. Połowę tych osób sama nigdy bym nie zaprosiła, raz że mamy bardzo sporadycznie z nimi do czynienia, dwa że to ani znajomi ani przyjaciele. A sporo tych osób po prostu nie znoszę i nie chcę ich widzieć. To są znajomi pasierbicy a nie nasi. Lokalizacja też do kitu, w plenerze pod gołym niebem – a co będzie gdy pogoda nie dopisze ? Menu, zestaw potraw kojarzy mi się z mniej niż na średnim poziomie piknikiem „na szybko”. Kiełbacha i karkówka z grila z keczupem , sałatka z ziemniaków , piwsko i lemoniadki. Do tego zamówiła taki „dmuchany” wielki namiot dla dzieci żeby mogły poszaleć-bo będzie ich sporo (co mi też nie odpowiada) . I co teraz?! Do lipca jeszcze trochę czasu. Jak i czy w ogóle próbować to odkręcić? Finansową stronę tego „party” też przejęła ona całkowicie. Jak dla mnie, to ona zorganizowała party dla siebie i swoich znajomych a nie urodziny jej ojca a mojego męża. Mój mąż nie jest wielbicielem takich imprez na swoją cześć i ona o tym wie.Wiem że chciała „dobrze”ale to co jest dobre dla niej nie jest dobre dla mnie/dla nas. A o to nawet nie zapytała. Nie podejrzewam by chciała mi na złość zrobić i pokazać że moje zdanie się nie liczy, ale niestety tak wyszło.Rozważam opcję, że nie wezmę w tym udziału i po prostu nie przyjdę wymawiając się chorobą lub czymś takim. Ale zrobię tym wielką przykrość mojemu mężowi. On z tych co dla świętego spokoju zadowolą innych , choćby mu to absolutnie nie odpowiadało.Acha! „łaskawie” pozwoliła mi zaprosić również członków mojej rodziny i naszych bliskich przyjaciół których ona nie zna. Nie zrobię tego i nikogo ode mnie nie zaproszę. Z tym, że jeśli tak postąpię, tz.sama nie przyjdę i nikogo od siebie nie zaprosz ona się oczywiście obrazi i konflikt gotowy.Nie widzę sensownego wyjścia z tej sytuacji. Pasierbica jest osobą dość zaborczą, pamiętliwą i narzucającą innym bezapelacyjnie swoją wolę.(prowadzi dużą własną firmę i jest przyzwyczajona do rozkazywania). Widzi ktoś z Was zadawalające wyjście z tej sytuacji? Bo ja nie widzę.A może nie mam racji?