Miesiąc temu moja teściowa postanowiła pójść na spacerek po wsi. Szła poboczem, gdy właścicielka jednego z domów otworzyła bramę, wybiegł jej pies, nie dał się odwołać i pogryzł teściową w nogę. Właścicielka podwiozła ja do domu, podała swój nr telefonu. Zadzwoniłam do niej w drodze do lekarza, poinformowałam, że wiozę mamę do przychodni i że czekam wieczorem na jej telefon, żeby zaproponowała, jak chce załatwić tę sprawę. Nie odezwała się, więc po 2 dniach zgłosiłam sprawę dzielnicowemu. Dostała mandat i sprawę policja zamknęła. Leczenie trwało kilka tygodni. Wczoraj teściowa zadzwoniła do niej i poprosiła o zwrot kosztów leczenia, na co usłyszała, że zdaniem pani mandat załatwił sprawę i niczego nie zamierza już płacić. Smaczku dodają 2 sprawy: kilka lat temu z tej samej posesji wybiegł inny pies i dotkliwie pogryzl dziecko jadące na rowerze. Skończyło się długotrwałym leczeniem szpitalnym. Druga rzecz- mąż pani obecnie jest utrzymywany przez państwo, w ZK

. Jasne, mogę z tym iść do Sądu, ale przecież to wielka stara czasu i środków... Sama nie wiem, co robić.