beataj1
19.07.24, 09:18
Jak nie od dziś wiadomo, ematka jest bardzo przywiązana do poprawności językowej.
Jak ktoś popełnia przy niej błąd językowy, ematka odczuwa dyskomfort, pała głęboką chęcią poprawienia sprawcy oraz potrzebuje czasu by d siebie dojść.
Nie ma miękkiej gry.
No i prof. Bralczyk wypowiedział się, że z punktu widzenia językowego zwierzęta zdychają a nie umierają.
I jest aferka. Bo jakże tak, ulubiony Azorek przecież umarł.
Stosujecie się w tej sytuacji do wytycznych językowych? Czy uznajecie, że zasady zasadami ale jak się bardzo chce, to sytuacja jest wyjątkowa.
Ja osobiście do zasad poprawności języka mam stosunek swobodny. Staram się mówić poprawienie, ale jak ktoś popełni przy mnie jakiś błąd, to albo w ogóle nie zauważam, albo mam to gdzieś i nie poświęcam temu uwagi.
Ale czasem czytam tu jak niektóre z was telepie i trzącha od najdrobniejszych błędów.
To co, wasze zwierzęta zdychają czy umierają?