ikonieckropka
26.07.24, 16:38
Sytuacja wygląda tak - po odwyku siłą rozpędu ze strachem, ale odwiedził kilka gabinetów, wprost mówił, z jakiego powodu przyszedł. Nawet jak się trafiły jakieś komentarze, to jakoś to znosił. Aż raz źle trafił albo może raczej wizyta trafiła na zły czas u niego. Albo może na tej wizycie dotarło, co ze sobą zrobił, co by się pokrywało z tym, co mu mówi terapeuta - z fazą leczenia, w której człowiek sobie zdaje sprawę, że uzależnienia się nie wymaże, nie wystarczy przestać, żeby się z tym rozprawić. Pracują nad przejściem do kolejnego etapu, ale cały czas mają tak, że dwa kroki do przodu, trzy do tyłu, a fobia białego kitla się pogłębia. Do psychiatry, terapeuty się nie boi, ale inne specjalizacje... Nawet rodzinny coraz bardziej. Dzisiaj był. A po fakcie powiedział, że wizyty lekarskie wywołują u niego myśl, że powinien się stąd zawinąć. Kazałam mu od razu napisać do terapeuty, że tak jest i to zrobił. No ale to nie rozwiąże problemu, bo też jak twierdzi psychoterapeuta pewne rzeczy będą wymagały czasu, a niektóre farmakologii. Tylko do innych lekarzy poza psychiatrą czasem trzeba chodzić. Laryngologa i alergologa już mu organizuję samodzielnie, ale jak jeszcze mu pomóc? Chodzić z nim, zawozić go, czekać z nim w poczekalniach? Umawiać wizyty domowe, jeśli się tylko da? Co można jeszcze zrobić, o ile w ogóle można? Psychiatra mu ostatnio powiedział, że jak mu się nie wyreguluje emocjonalnie, to on by go wziął na oddział. Się nie wyregulował. Chyba nie muszę pisać, czym jest dla niego ta wizja szpitala. Lęk pogania lęk.