Dodaj do ulubionych

Syndrom ratownika

17.12.24, 15:31
Czy zawsze oznacza, że z kimś jest coś grubo nie tak, czy może zależy, jaka jest jego skala?
Obserwuj wątek
    • ameliya_85 Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 15:48
      tylko po swoim przykladzie sadze ze zawsze jest cos nie tak a wrecz uwazam, ze 'ratownik' potrzebuje wiekszej lub takiej samej pomocy jak osoba ktorą 'ratuje' ...
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 15:50
        A zawsze byłaś świadoma, że go masz, czy to przyszło dopiero, gdy np. się na tym skułaś - o ile oczywiście skułaś?
        • ameliya_85 Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 15:56
          nie bylam swiadoma - dla mnie to byla 'naturalna reakcja' ... nie mialam watpliwosci by reagowac inaczej i nie mialam alternatywy czy planu B. Dopiero jak konsekwencje dla MNIE zaczely byc zbyt duze i zbyt obciazajace dotarlo do mnie ze 'cos jest nie tak' ... ale wczesniej dzialalam niestety na jakims autopilocie.
          • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:48
            Ale nie kazdy pomaga na "hura" i zatraca sie zaniedbujac siebie.
            • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:49
              Czyli można według Ciebie mieć syndrom i się nie zatracić?
              • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:53
                Sorry, poniżej już mi odpowiedziałaś, nie zauważyłam wcześniej.
    • krwawy.lolo Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 15:58
      Syndrom Ratownika. Pambuk, czego ludzie nie wymyślą.
      • ameliya_85 Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 16:17
        jakos trzeba bylo to nazwac ...
    • cottonrose Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 16:33
      Juz kiedys pisala, ze jestem bylym ratownikiem ( z zawodu, nie z syndromu).
      Mozna pomoc tylko jezeli ma sie zasoby np (dobra wole, sprawnosc, wiedze) i ten komu pomagasz przyjmuje twoja pomoc.
      Jezeli pomagasz pomimo np. braku wiedzy, lub pomimo, ze twoja pomoc jest odtracana - to jest cos nie tak z pomagajacym.
      W pewnym momencie zrezygnowalam, bo koszty wlasne byly za duze.
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 16:48
        A to nie tak, że ludzie z syndromem często właśnie takie zawody wybierają?
        • cottonrose Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 16:52
          No wlasnie z tego zawodu dawno temu zrezygnowalam. Zeby moec swoje zadowalajace zycoe. (W tym zawodowe)
        • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:54
          ikonieckropka napisała:

          > A to nie tak, że ludzie z syndromem często właśnie takie zawody wybierają?
          >
          >

          Niekonicznie, czasem po prostu lubia się kimś opiekować ,ale poza tym to maja jeszcze cos więcej w życiu niz prace.
          Tak samo jak niektorzy lecza ludzi inni lubia bawić sie włosami czy zagldaja w zęby. Inni lecza grzybice stop.
          Albo ucza cudze dzieci.
          Jakby tak było to od lekarzy po opiekunki nauczycieli terapeutów ,bylby same osoby zaburzone.
          • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:57
            Coś w tym jest, niemniej zakładam, że to jednak predysponuje wiele osób.
    • mamtrzykotyidwato5 Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 20:01
      Tak, jeśli to jest syndrom ratownika, to znaczy, że z pomagającym jest coś nie tak.
      Może to być na przykład współuzależnienie.
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 20:11
        A nie odwrotnie jest? Że to syndrom buduje współuzależnienie?
        • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 20:15
          Tak rozumuję, bo nie za bardzo jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której wchodzi w związek z uzależnionym ktoś, kto tego syndromu nie ma.
          • kira_03 Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:02
            W skrócie: człowiekowi bez deficytów i zaburzeń po lepszym poznaniu uzależnionego, zaczyna wyć czerwona syrena alarmowa i w podskokach ucieka z takiej relacji. Jeśli ktoś zostaje, to coś z nim nie tak.
            • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:12
              Czyli właśnie najpewniej syndrom ratownika powoduje, że zostaje, a potem przychodzi często współuzależnienie.
              • tiffany_obolala Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:35
                No wcale niekoniecznie. Bo syndrom ratownika to jest raczej "ojej, biedny misiaczek, ja mu pomogę" zamiast syreny alarmowej. Ale komuś syrena może nie wyć, bo "oj, no przecież każdy chłop pije, ojciec pił, brat pije, szwagier pije, no to normalne jest", czy ktoś podświadomie odtwarza relacje, wiążąc się np. z osobą niedostepną emocjonalnie czy z przemocowcem itd. Syndrom ratownika jest jedną z przyczyn, ale nie jedyną.
                • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:39
                  To fakt.
                • kira_03 Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:04
                  Może zbytnio uprościlam. Ale znowu, jak ktoś z domu wyniósł relację z osobą niedostępna emocjonalnie i ja odtwarza- to sam ma deficyty.
                  • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:06
                    Tak, czytałam, że to może tworzyć takie coś.
              • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:06
                ikonieckropka napisała:

                > Czyli właśnie najpewniej syndrom ratownika powoduje, że zostaje, a potem przych
                > odzi często współuzależnienie.
                >
                Nie bo zostanie z taka osoba niekonicznie ,oznacza pomaganie/ratownie.
                • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:06
                  Ale pewnie ta osoba wciąż tak myśli.
                  • ameliya_85 Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:57
                    Ja uwazam ze syndrom ratownika przechodzi we wspoluzaleznienie i eskaluje ... rozwija sie tak samo jak uzaleznienie ratowanego np. alkoholika. Ma swoje etapy - na poczatku jest 'niewinnie' i delikatnie a z czasemi z biegiem lat tylko gorzej dopoki nie bedzie konsekwencji. Nie wiem czy mozna byc z osoba uzaleznionia nie majac tego syndromu ... jedynie wedlug mnie jest to mozliwe kiedy osoba uzalezniona juz zyje w trzezwosci - wtedy owszem ten syndrom zanika.
                    • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:59
                      I to raczej jak dla mnie w długiej trzeźwości. To wtedy się zgadzam. Inaczej - no jednak mam wątpliwości.
                      • ameliya_85 Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 23:03
                        tak tak masz racje ... na poczatku trzezwosci nadal jest czesto kontrola i proba chronienia osoby uzaleznionej od chociazby trudnych emocji i tez namawianie na terapie czy na AA itd.
    • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:47
      Zalezy jaka jest skala.

      Sa osoby ktore lubia rzadzić, nadaja sie na prowadznie duzych firm, sa osoby ktore chcą ratować innych, pomagać czy sie opiekować.
      A są osoby ktore po prostu chca sobie spokojnie przeżyć zycie. Albo tacy co ratuja zwierzeta.


      No chyba ze pomagający naprawdę przesadza.
      Jesli poza pomaganiem ma swoje zycie rodzinie/prace/hobby. Nie zatraca sie, nie poswieca pracy ,rodziny ,calej kasy czy całej uwagi to jest ok , jest to po prostu osoba ktora chce lubi i jest moze troche bardziej wrazliwsza niz inni.
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 21:50
        Dzięki, tego właśnie byłam ciekawa.
        • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:02
          Ja nigdy nie lubiłam cudzych dzieci.
          A od niemal 9 lat opiekuje sie dziecmi mało tego dziecmi trudnymi. I daje mi to duza satysfakcje.
          Ale wracam do domu i zyje swoim zyciem.
          Nie poswiecam rodziny, siebie ,kazdej chwili. Mam w sobie doze zdrowiego egoizmu. To samo opiekując sie wlasnymi dziecmi, nigdy nie poswiecałam sie bez reszty. Nie wiem co to przysłowiowo pić zimna kawe, czy jesc zimne sniadanie, czy nie zaznać kapieli. A rownocześnie duzo dla nich jestem w stanie zrobić. Karmiłam piersia czy spaly ze mna. Ale wszystko ma swoje granice.
          Balans we wszystkim to jest klucz.
          • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:07
            Yhym, dobrze ujęte.
    • trampki-w-kwiatki Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:03
      Masz tyle powodów ile osób ratowniczych. Ratowniczka z mojej rodziny, o której Ci pisałam, miała ojca z Chad, który odebrał sobie życie. I ona ma całe życie misję, którą wypełnia opiekując się swoim Chadem. Inna będzie miała inny powód.
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:08
        Kurczę, niezwykle to ciekawe jest, co ludzi pcha do danych rzeczy, wręcz niesamowite.
        • trampki-w-kwiatki Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:14
          Każdy ma jakiś powód. Nie wiem czy ten powód jest od razu zaburzeniem. Jest powodem. Moja mama jest ratowniczką, obie babcie to były ratowniczki. Nie mam pojęcia co nimi kierowało, ale raczej miały głowę na swoim miejscu, tylko te priorytety tak średnio. To znaczy im było pewnie ok, tylko rodzinie już tak gorzej. Mnie jej ratownictwo wkurzało i nadal wkurza. No ale co ja mogę.
          • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:16
            Ciekawe. Dlaczego jej ratownictwo Cię wkurzało i wkurza?
            • trampki-w-kwiatki Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:22
              Zwyczajnie, widziałam trzeźwo, że mnie odziera z zasobów, które powinnam dostać - jej czasu, uwagi, spokoju, ale też pieniędzy, które oszczędzała, by potem ładować w kogoś, kto je marnotrawił. Widziałam matkę wymęczoną, złą, cierpiącą i wiedziałam dokładnie z jakiego powodu. Zresztą tak jest do dziś, tylko dziś jestem starą babą i nie potrzebuję już tego, czego potrzebowałam jako na przykład nastolatka. Moja matka była nieobecna i niedostępna emocjonalnie bo była albo pochłonięta ratowaniem brata albo siostry, albo syna, albo bratanka. I tak całe życie wyciąga z bagna kogoś ze swoich krewnych, oczywiście niekoniecznie skutecznie.
              • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:24
                Tak przypuszczałam, że odbyło się kosztem.
              • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:34
                Moja matka była nieobecna i niedostępna emocjonalnie bo była albo pochłonięta ratowaniem brata albo siostry, albo syna, albo bratanka. I tak całe życie wyciąga z bagna kogoś ze swoich krewnych, oczywiście niekoniecznie skutecznie.

                Wiedzisz ale to wcale to nie musi byc syndrom ratowniczki.
                Jestem na grupie dla matek dziecmi z autyzmem i padlo pytanie co ,"gdy nas zabraknie" . I jedna z kobieta napisała wrecz lekko agresywnie ze oczekuje od dzieci siostry, ze zajma sie kuzynem (jej synem) gdy ona odejdzie, bo sa rodzina!!!. Jedyna jaka maja, bliska, więzy krwi. Bo one sa tylko dwie i dzieci beda mialy tylko siebie. Jesli obie maja wpojone od rodzicow, ze rodzenstwo musi sie soba opiekować i przeniosa to na swoje dzieci to i matka kuzynow bedzie je tak wychowywać, na opiekunow chorego kuzyna. A one wcale nie musza miec syndromu ratownikow. Po prostu uznaja to za norme.
                Jesli beda na tyle silne ze sie zbuntuja, moze uda im sie wymigać , ale jesli nie?
          • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:23
            A moze po prostu mialy wpojone ze meza sie nie zostawia, dziecka sie nie zostawia nie wydaje , nawet jak morduje gwałci to jest to twoje dziecko i do konca zycia musisz.
            Nie ma to nic wspolego z bycie ratownikiem.
            Albo dobrzy ludzie pomagaja bog tak kazal. Glodnego nakramic itp.
            • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:25
              Dawniej na pewno nie trzeba było być ratownikiem, swoje robiły konwenanse.
              • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:25
                Tzn. do dziś robią, lecz pewnie w mniejszym stopniu.
          • tiffany_obolala Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:26
            O, mnie też ratownictwo wkurza (sama mam/miałam, trochę się poprawiło po terapii). Bo ratownictwo łączy się zwykle z rodzajem nadopiekuńczości, odbieraniem sprawczości innym ludziom, i robione jest kosztem siebie. To jest niemal ten sam mechanizm co "zrobię córeczce pierogi, bo lubi, nie będę dziś spała, na pewno doceni", a córeczka jest na diecie albo przyjechała po obiedzie. "No jak to nie zjesz, ja się tak umęczyłam". A prosił ktoś o to umęczenie? Córka ma poczucie winy, matka ma poczucie krzywdy.
            Ze znajomymi ratowniczkami mam jeszcze tak, że one wręcz czyhają na moje gorsze samopoczucie, bo tylko wtedy czują się potrzebne, przydatne, jeśli mogą pomóc. Ja szczęśliwa jestem dla nich nieinteresująca.
            • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:28
              No właśnie temu wrażeniu, że w tym jest cierpienie, pomijanie siebie i innych nie mogę się oprzeć. I mnie zastanawia, kto chce poświęcić aż tak siebie? No i często innych przy okazji.
              • tiffany_obolala Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:33
                Mnóstwo kobiet z naszego pokolenia i te, którym przekazałyśmy to przekleństwo. Masz prawo do zajęcia się sobą i swoimi potrzebami dopiero kiedy potrzeby wszystkich innych są zaspokojone. I ponosisz za wszystko wyłączną odpowiedzialność. Tak byłyśmy wychowane.
                • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 23:12
                  tiffany_obolala napisała:

                  > Mnóstwo kobiet z naszego pokolenia i te, którym przekazałyśmy to przekleństwo.
                  > Masz prawo do zajęcia się sobą i swoimi potrzebami dopiero kiedy potrzeby wszys
                  > tkich innych są zaspokojone. I ponosisz za wszystko wyłączną odpowiedzialność.
                  > Tak byłyśmy wychowane.


                  Lepienie po nocach pierogow nie syndrom ratowniczki a meczenniczki i sznatazem emocjonalnym do kontroli innych.

                  A konwenanse i moim zdaniem duza wina wiary katoliciej zrobiły swoje, sama pamietam jak ksiadz na ambonie gadał ze kobieta to ostoja rodziny podtrzymuje ognisko domowe. No i tez scisłych rol kobieta dom dzieci /facet praca. Jak w domu brudno dzieci obdarte , maz nieuprasowana koszula ,to zła kobieta, jak bida obejscie byle jakie to słaby chłop.

                  Robienie pierogow , nie jest syndromem ratowniczki.
                  Syndrom ratowniczki jest wtedy gdy kobieta probuje sprzatać i naprawić bledy innych, swoim kosztem lub kosztem wlasnej rodziny.
                  • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 23:15
                    Czyli syndrom jako syndrom to jednak raczej jednak coś patologicznego, rzeczywiście jednak np. współuzależnienie.
                  • tiffany_obolala Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 11:19
                    Masz absolutną rację, ale to są bardzo podobne mechanizmy - i ratowniczka, i męczennica mają podobne cechy.
                    • ameliya_85 Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 11:47
                      tiffany_obolala napisała:

                      > Masz absolutną rację, ale to są bardzo podobne mechanizmy - i ratowniczka, i mę
                      > czennica mają podobne cechy.

                      czy ja wiem czy podobne ... Meczennica jednak kojarzy mi sie z osoba ktora robi cos 'niepotrzebnie' i cos nieistotnego - robi po nocach sloiki z konfiturami, obiera orzechy kilka godzin SAMA, na dzialce plewi 50 cebul by potem opowiadac jak ona sie umordowala (ulubione slowo mojej babci) ale to jest sytuacja kiedy robi cos dla osob nie wymagajacych pomocy bo np. rodzina ma co jesc i wcale nie chce dostac 30 sloikow z dzemem a meczennica daje i robi wszystko na sile kiedy potrzeby nie ma czesto zadnej.

                      Ratownik jednak jest w sytuacji kiedy druga osoba ma powazny kryzys i jest w realnej potrzebie ... czesto tonie i ratownik pomagajac zaczyna tonac razem z nim.

                      Moze sie myle - to tylko moje przemyslenia
            • trampki-w-kwiatki Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:33
              O to, to. Nadopiekuńczość. Otóż to. Jedno z drugim bardzo często.
    • mae224 Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:09
      to Twoja diagnoza, prawda?
      nie sądzę, że „grubo nie tak”. daję sobie prawo do wypowiedzi, jako że mam/miałam też diagnozę współuzależnienia.
      potrzeba dobrej terapii, dużo pracy nad sobą (a nie innymi), zrozumienie problemu, mechanizmów i działanie, realizowanie innego wzorca i trwanie w byciu konsekwentnym. ja byłam w takiej relacji ćwierć wieku, a wyszłam z domu, w którym 20 lat się temu przyglądałam.
      urwałam tylko dwie relacje, żeby ratować skibie tym razem, a nie kogoś. moje życie nigdy nie było spokojniejsze, ciekawsze, cichsze, pełniejsze, zdrowsze i szczęśliwsze. jest to dla mnie największe zaskoczenie.
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:16
        Nie, nie moja, choć drobne cechy - tak, wykryto u mnie, ale nie tak, że aż pod syndrom. Zastanawiam się nad dziewczyną syna, bo ciągle jakoś nie mieści mi się jej postawa w głowie. Mam dysonans na niej i zawsze, gdy na nią patrzę, mam takie - co masz w głowie, co masz w głowie, dlaczego? I tak myślę, może kwestia zawodu, może coś z domu, może tylko wydaje się tak zupełnie normalną, zdrową. smile
        • trampki-w-kwiatki Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:27
          Zaprawdę nie znaczy to, że jest chora. Może po prostu tak ma. Zapewne z jakiegoś powodu. Moja bratowa powtarza od ponad 20 lat, że innego męża by sobie nie wybrała. Ja zupełnie jej wyboru nie rozumiem, ale ona tak ma, co zrobisz. I jest mega dumna z tej roli. I wygląda jakby jej to dawało satysfakcję. Choć oczywiście ma okresy, gdy nie daje sobie rady. Są rzeczy na ziemi i niebie, których nie pojmiemy 🤷
          • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:29
            Strasznie nie lubię nie pojmować. smile Dlatego mnie ona zadziwia. Nie negatywnie, ale tak po prostu - poznawczo.
            • trampki-w-kwiatki Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:31
              No bo jakiś powód pewnie ma i on by wylazł na wierzch na terapii. Ale czy na pewno ta terapia byłaby jej potrzebna? I czy jej życie jest przez to zaburzone, że tak ma? Nie wiadomo.
              • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:41
                Na pewno coś z tym ma. Ma taki zawód, jej rodzice też mają taki zawód, może to trochę z przysłowiowym mlekiem matki wyssała.
            • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 23:24
              ikonieckropka napisała:

              > Strasznie nie lubię nie pojmować. smile Dlatego mnie ona zadziwia. Nie negatywnie,
              > ale tak po prostu - poznawczo.
              >

              Wiesz ja mam takie hm jak to napisac wrazenie.
              Ze tak rozmyślasz ,bo uwazasz syna za straconego, wybrakowanego i ze wlasciwe on bez ciebie zginie. I najlepiej jakby byl sam ,bo wtedy tylko ty mozesz go kontrolować . Miec wplyw na to co robi. Mysle ze ty masz wiekszy problem niz ona.
              Ona jest zakochana i moze nie zdaje sobie sprawy.
              A ty wielokrotnie pisalas ze chcialabys , zeby byl sam. Bo wtedy bylby tylko pod twoim wplywem.
              I to nie jest przytyk raczej spostrzeżenie.
              • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 23:30
                Nie, raczej nie, nie sądzę, ja lubię jego, kiedy sobie dobrze radzi, kiedy jest w nim power, optymizm i determinacja - z tego go kojarzę. Ja wolałam, żeby był przez ten rok sam, żeby nie ćpał z innych źródeł, nie łamał zaleceń. Żeby też nikogo nie poturbował. Nie do końca też skaczę z radości z powodu tego, że to jest tak strasznie uwikłana relacja - i wikła małego. No i nie ukrywam, mam strach, jak to będzie, jeśli to gruchotnie, bo on jest bardzo zaangażowany. Miałam taką myśl na początku, gdy trafił do szpitala, że wolałabym, żeby to się stało, gdy tam jest, bo wtedy ktoś będzie miał nad tym kontrolę.
                No ale właśnie - nie mam nad tym zupełnie kontroli. Jedyne co, to mogę właśnie zrobić wszystko, żeby on w takiej sytuacji nie wpadł na żaden kretyński pomysł, tylko jeśli będzie potrzebował pomocy, to się po nią zwrócił.
        • tiffany_obolala Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:29
          Ja bym nie rozkmniala, tylko zaproponowała terapię dla współuzależnionych, jeśli jeszcze w niej nie jest. A dalej to wola Boża, dorosła jest, sama o sobie decyduje.
          • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:41
            Przyznam szczerze, że do tego śmiałości to bym nie miała.
            • tiffany_obolala Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:49
              Nie wiem, jakie macie relacje, ale jeśli ona wie, jakie przejścia ma za sobą jej partner, to "słuchaj, są takie grupy wsparcia dla bliskich ludzi z diagnoza xyz, może będziesz chciała skorzystać". I zostawiasz ulotkę czy nr telefonu. Często ludzie nie zdają sobie sprawy, że są współuzależnieni, grupa wsparcia brzmi łagodniej, jak miejsce, gdzie pomogą ci radzić sobie z tym chorym/uzaleznionym, nie ze sobą big_grin
              • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:56
                Relacje mamy otwarte, ale nie zażyłe. I wie o synu wszystko. Natomiast nie wiem, czy jej wiedza o współuzależnieniu teraz jest potrzebna, na razie dokształca się w kwestii ChADu. Współuzależniona ona nie ma szans być, to jeszcze nie ten typ relacji, tak daleko nie zaszli.
          • trampki-w-kwiatki Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:48
            No bez przesady, żeby jeszcze miała dorosłą babę niańczyć..
            • tiffany_obolala Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:54
              W sumie racja smile Tzn to rozważanie tutaj jest ok, jeśli to czysta ciekawość i takie teoretyzowanie. Przestanie być ok, jeśli "ona go na pewno zostawi, bo coś z nią nie tak", ewentualnie"ona go będzie ciągnąć w dół, bo coś z nią nie tak".
              Ogólnie związki osób wychodzących z terapii się często sypią, bo homeostaza nie jest zachowana, no ale tego się nie przewidzi i najlepiej się w to nie mieszać.
              • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 22:58
                Właśnie, staram się nie mieszać. Wystarczy, że wiem, że ona wszystko wie, więc w bambuko nie jest robiona. Reszta to ich decyzje. Wiem zresztą, że oni sporo przerabiają, rozmawiają, wiem, że syn kilka razy poszedł z nią na sesję. Myślę, że na ten moment to wystarczy.
                Więc... Ciekawość. Po prostu mnie żre ciekawość. Pewnie wynika z tego, że ja ich rzadko kiedy widziałam razem, raczej widuję osobno, więc pewnych rzeczy pewnie nie spostrzegam, które po prostu jednak tę relację trzymają.
        • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 23:18
          ikonieckropka napisała:

          > Nie, nie moja, choć drobne cechy - tak, wykryto u mnie, ale nie tak, że aż pod
          > syndrom. Zastanawiam się nad dziewczyną syna, bo ciągle jakoś nie mieści mi się
          > jej postawa w głowie. Mam dysonans na niej i zawsze, gdy na nią patrzę, mam ta
          > kie - co masz w głowie, co masz w głowie, dlaczego? I tak myślę, może kwestia z
          > awodu, może coś z domu, może tylko wydaje się tak zupełnie normalną, zdrową. smile
          >


          Spojrz w lustro znajdz odpowiedz w sobie.
          Bedziesz wiedzieć co ona ma w glowie.
          Ona robi to dokladnie z takich samych powodow jak ty. Tyle ze ty uwazasz ze taka jest rola matki, a ona ze taka rola partnerki.

          Gdyby syn miał raka nie zastanawiałabyś sie czemu ona to robi ,tylko bylabyś szczesliwa ze ja ma i ze ona przy nim trwa i ze go nie zostawila.
          A czemu inna choroba inne podejscie?

          W zdrowiu i w chorobie cos ci to mowi?
          Zwiazek to zwiazek ze slubem czy bez.
          Ma nadzieje ze beda mogli zyc w miere normalnie a moze boi sie oceniania ze cwaniara uciekla przed choroba.
          • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 23:21
            Może to to, że jednak dla mnie matka jest na zawsze, partnerka niekoniecznie. Dlatego mam dla niej podziw pomieszany z rozszerzeniem źrenic i wargami ułożonymi w pytanie dlaczego.
            A może to jest właśnie niezależne od roli, a osobowości, charakteru...
            • waleria_bb Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 23:28
              Jako matka pewnych rzeczy w synu nie widzisz i tyle. Ich łączy pociąg fizyczny, tzw. chemia.
              • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 17.12.24, 23:30
                A chemię to widziałam, tam iskrzyło maksymalnie.
            • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 23:42
              ikonieckropka napisała:

              > Może to to, że jednak dla mnie matka jest na zawsze, partnerka niekoniecznie. D
              > latego mam dla niej podziw pomieszany z rozszerzeniem źrenic i wargami ułożonym
              > i w pytanie dlaczego.
              > A może to jest właśnie niezależne od roli, a osobowości, charakteru...
              >

              No widzisz dla mnie podejscie matka jest na zawsze powoduje "podziw pomieszany z rozszerzeniem źrenic i wargami ułożonym
              > i w pytanie dlaczego"

              Bo madrze kochajaca matka wie ze trawnie, pomaganie, ratowanie, powoduje wiecej szkody niz pożydku. I wie kiedy piskne trzeba wypchanć z gniazda dla jego dobra.
          • kk345 Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 08:57
            Gdyby syn miał raka, nie miałby zakazu wchodzenia w związek przez rok po terapii. Ten zakaz złamał chyba natychmiast po wyjściu z ośrodka.
            • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 23:43
              To juz inna sprawa.
              Ale choroba to choroba. Czy fizyczna czy psychiczna.
    • jaktolecialo Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 07:13
      Nie czytałam jeszcze całego wątku, ale osoby z szeroko pojętych rodzin dysfunkcyjnych (nie musi być tam fizycznej przemocy, ale zaniedbywane, niewidziane dzieci) działają jako dorosłe w niezdrowych mechanizmach. Jednym z nich jest trójkąt dramatyczny - wchodzi się w rolę ofiary, ratownika i prześladowcy. Jedna z ról przeważnie jest wybijająca się, ale ratownik na jednym polu może działać jako prześladowca na innym. Przykład: matka oddająca swoje zasoby (czas, energię, zaangażowanie czy pieniądze) w ratowanie uzależnionego ojca nie ma już siły na budowanie fajnej relacji z dziećmi - nie zauważa ich, złości się na nie itd - czyli staje się dla nich katem w rozumieniu tych ról. Te mechanizmy są zastępcze, nieuświadomione, automatyczne, często przeplatające się. Jest to manipulacja. Ofiara (rola) w pewnym sensie jest ofiarą, bo ma z tego korzyści - jestem taka biedna, nie potrafię o siebie zadbać, zajmij się mną. Dopiero, kiedy sobie ktoś uświadomi lub ktoś pomoże sobie uświadomić w czym się tkwi, człowiek ma szansę nad tym popracować i zacząć wychodzić z tej gry. Jednym idzie szybciej, innym wolniej. Dużo uważności w tym trzeba. Podstawą jest zrozumienie i dopuszczenie do siebie, że to wynik dysfunkcji z domu i zajęcia się sobą w sposób dorosły. Będąc w roli działamy z dziecka, zranionego. Ratownik może się wydawać taki szlachetny, a często działa z pozycji, że wie lepiej, co dla kogoś jest dobre, nie pyta, czego ta druga strona tak naprawdę potrzebuje, a jeśli otrzymuje odpowiedź, to jej nie słyszy, ma kontrolę, może się czuć lepszy od potrzebującego. Zdrowa pomoc jest po rozeznaniu swoich zasobów i w widzeniu drugiej strony.
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:14
        Tak, czytałam, że to może się z tego brać, ale ten scenariusz dla podstawy ratowniczki w przypadku osoby, którą rozważam, mi się kompletnie nie klei. Chyba, że o czymś nie wiem.
        • jaktolecialo Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 16:34
          Rozumiem. To tylko trop. Jeśli nie pasuje, to szukaj dalej.
          • 3-mamuska Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 23:45
            A po co ona ma szukac i diagnozować partnerke syna?
    • kobietazpolnocy Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 11:16
      Jak dochodzi do "syndromu", to zazwyczaj oznacza już brak zdrowej równowagi.

      To jest sposób na niską samoocenę i potrzeba "zasłużenia": może nie jestem super atrakcyjna i nikt o mnie się nie bije, ale przynajmniej jestem szlachetna i pomocna, i na pewno go/ją uratuję, za co powinni oni (albo przynajmniej los) być mi na koniec wdzięczni.
      Dodaj do tego fascynację nieprzewidywalnością drugiej strony - są emocje, jest haj, coś się dzieje.
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:16
        Tu znów, nie wydaje mi się, by to był ten przypadek. Poza drugą częścią Twojej wypowiedzi, bo tu zakładam, że to na bank jest tak, że ktoś, kto wchodzi w związek skazany na perturbacje, jakoś musi to lubić lub potrzebować.
        • kobietazpolnocy Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 15:30
          "Nie jestem taka jak wszystkie", " To co umiem najlepiej, to pomagać". "Pomaganie komuś w potrzebie to najbardziej wartościowa rzecz, jaką można zrobić na tym plugawym okrutnym świecie", "Jestem potrzebna, więc jestem ważna", itd. w ten deseń.
    • helka.na.zakrecie Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 12:21
      To zastanawianie sie nad dziewczyną syna, ti chyba zastępcze i obronne, by nie myśleć o sobie, jako rodzicu/ rodzicach, co myśmy zrobili/ nie zrobili, ze nasz,syn zmaga się z uzależnienim, CHAD- em., zab osobowosci...Proba radzenia sobie z p winy?
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:19
        O co ja mogę mieć teraz poczucie winy? Chyba tylko o to, że nie zajrzałam w szklaną kulę albo nie uzyskałam wystarczających informacji o naszych genach, zanim się zdecydowałam go urodzić. Rok temu jeszcze to czułam, rozważałam. W tej chwili wcale. W tej chwili wiem, że może pewne rzeczy potoczyłyby się inaczej, ale i tak bardzo podobnie.
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 13:40
      tu
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 13:40
      i yu
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 13:41
      nie umiem zbiorczo wkleic
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 13:41
      oraz
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 13:42
      cd
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 13:42
      cdn
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 13:42
      i tu
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 13:45
      cdn2
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 13:45
      i cdn 3
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 13:46
      i chyba komplet
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:22
        Z tego wszystkiego mi wynika, że ja jestem ratowniczką, dziewczyna... Nie wydaje mi się.
    • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:01
      Ja mam syndrom ratownika. Zawsze wyrywam się, jeśli widzę, że mogę komuś pomóc. (przykład powyżej, zamiast zajmować się swoimi sprawami to wklejam moim zdaniem trafne slajdy ze szkolenia psychotraumatologtongue_out)
      Stracilam z 25 lat (co najmniej) swojego życia na zajmowaniu się cudzymi problemami, obudziłam się gdy zobaczyłam, że pomagam pijawkom które chcą tylko więcej i więcej i ciągle jestem z "ich problemami" w punkcie wyjścia. Teraz dawkuję sobie chęci pomagania, czasem się do tego wyrywam a czasem kopię się profilaktycznie w kostkę - już bez wyrzutów sumienia. Nadal pracuję nad tym, by swoje dobro stawiać na pierwszym miejscu- bez ukarykaturalnienia tego faktu.
      • berdebul Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:05
        I nie moglas wkleić linku, tylko ten miliard obrazków?
        • krwawy.lolo Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:09
          A co za różnica? I tak nikt nie przeczyta. Złote Myśli to się wpisywało do pamiętników w podstawówce. No, niektórzy zdobią sobie nimi facebuka.
          • ameliya_85 Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:29
            ja przeczytalam te slajdy i bardzo dziekuje bezpocztypl za ich wklejenie
            • alex_vause35 Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:34
              Dobrze wyjaśniają to zjawisko.
              • jaktolecialo Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 16:41
                Też tak uważam
                • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 20:52
                  Ja, mimo, że znam zasadę działania schematu, to co jakiś czas lubię to przeczytać - to jak obowiązkowa serwisowa kalibracja sprzętu, który "z natury" wraca do błędnych ustawień początkowych.
                  • anorektycznazdzira Re: Syndrom ratownika 16.02.25, 07:39
                    też uważam, że bardzo dobre slajdy
        • bezpocztypl Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:14
          mam zapisane na lokalnym dysku.
    • alex_vause35 Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:27
      Zazwyczaj taka osoba przykrywa nadmiernym zajmowaniem się innymi swoje własne problemy, cierpienia i deficyty - to jest takie złudzenie kontroli nad własnym życiem, bo przecież skoro umiem tyle zrobić dla innych, to sama muszę być super hiper. O ile jeszcze bawienie się w ratownika własnego dziecka mnie za bardzo nie dziwi, o tyle cieszę się, że np. szybko przeszło mi rozczulanie się nad facetami, ich deficytami, złą żoną big_grin. itd. itp. Szkoda tylko, że trochę było już za późno, jedna "ratownicza" znajomość i tyle syfu na całe życie na wszystkich polach, nie byłam w stanie się po tym pozbierać i latami się wstydziłam swojej głupoty i nieogarnięcia, w rodzinie mam opinię głupiej puszczalskiej i nic tego nie zmieni.
      • ikonieckropka Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 14:51
        Alex, a po czymś takim, po takich doświadczeniach... Myślisz, że coś by dało, coś by zmieniło to, że ktoś by Cię ostrzegł, że jeśli nie wyznaczysz granicy, to tonący Cię wciągnie w głębinę?
        • alex_vause35 Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 15:40
          Nie. Sama musiałam do tego dojść i przerobić swoją lekcję. To, że taka byłam, to był efekt iluś klat życia, domowego wychowania itp. itd, samo tak się nie dzieje.
          Niemniej skutki tej lekcji zbieram do dzisiaj, bo nieopatrznie uwierzyłam, że będziemy razem, jak zaciążę wg życzenia i ponoć wielkiego marzenia pana.
          Ani ja nie miałam nigdy możliwości samotnie zająć się dzieckiem w stabilnych warunkach życiowych (emocjonalnych, finansowych, mieszkaniowych - realizowanych tylko w oparciu o własne możliwości i pozycję zawodowo-społeczną) ani nie miałam przy sobie nikogo, kto by mi w tym pomógł na dłuższą metę (zaznaczam, że nie chodzi o ładowanie kasy).
          Zapłaciłam za to wieloma zbyt ciężkimi jak na moje możliwości psychiczne latami.
          Nauczyłam się dbać o siebie i pijawy mieć w du...

          W przypadku mojej córki też miałam najpierw odruchy ratownicze, potem pochodziłam na grupę, posłuchałam, jak to się kończy, że uzależniony wydoi cię ze wszystkiego, bo to już nie jest on, jego odruchy i emocje, to po prostu mefedron i inne gówna tak cię urabiają. Przestałam być ratowniczką. Postawiłam granice. Wyznaczyłam konsekwencje. Córka akurat chciała się leczyć, chciała z tego wyjść i jedno z drugim się pozytywnie sprzęgło. Byłam gotowa całkowicie ją odciąć od siebie, kiedy stanie się pełnoletnia. Na szczęście tak się nie stało.
      • cegehana Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 16:30
        Ratowanie dziecka jest bardziej toksyczne niż ratowanie takiego misia stlamszonego przez żonę, któremu łatwiej się wywikłać z relacji.
        • alex_vause35 Re: Syndrom ratownika 18.12.24, 16:40
          Tak. Tylko jest bardziej zrozumiałym odruchem serca. Co nie znaczy, że nie jest szkodliwe.
    • arnhoe Re: Syndrom ratownika 15.02.25, 19:19
      Mi pomogło poczytanie na ten temat. Książka Kobiety, które kochają za bardzo to był baseball. Polecam też Boginie zaklęte w kamień, opowieść o kobietach ratowniczkach. Obie książki pomagają przetransformować syndrom ratowania innych (mężczyzn) w tryb uratowania siebie. Bardzo inspirujące.
    • patr23 Re: Syndrom ratownika 25.02.25, 05:51
      Myślę, że na to zagadnienie można spojrzeć w konteście społecznym, nie tylko strategii indywidualnych i wtedy sprawa nabiera odcieni. Bo co znaczy syndrom ratownika - to jakaś psychologiczna plakietka, na postawę raczej dodatnią. Z reguły coś takiego jak troska, czy ratowanie jest zasadnym i pożądanym odruchem społecznym. nie musi tyczyć się jedynie zagadnień psychologicznych, może też przybrać formę aktywizmu etc. Zastanawiałam się nad tym zagadnieniem w kontekście uzależnień i współuzależnienia. jak to jest w innych kręgach kulturowych, czy takie zjawisko jak współuzależnienie występuje np w społeczeństwach o innej strukturze ekonomicznej. widziałam dokument o rdzennych mieszkańcach ameryki, gdzie cała wioska wita "syna martotrawnego", który powraca z uzależnieniem od alko i niejako wszyscy uczestniczą w jego powrocie do zdrowienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka