Chodzę sobie po górach w różnych grupach, trenowałam różne sporty i wgl.
I mam taką obserwację: faceci często uprawiają ukrytą lub jawną rywalizację. Jak idzie na szlak - kto szybciej, dalej, mocniej, wuj z tym, że słabsi zostają z tyłu, zaliczać cele, a nie cieszyć się procesem.
Jak gra / obserwuje grę, zawody sportowe itd. - nie chodzi o to, żeby się bawić, tylko żeby wygrać. Jak sześciolatek. Ba, panów się często usuwa z boisk, na których trenują ich dzieci, bo nie są w stanie odpuścić i robią dramę z tego, że maluch nie trafił w piłkę.
Jak jedzie samochodem, potrafi się ścigać nie dlatego, że mu się spieszy, ale "bo tak", bo musi być "pierwszy".
Wśród kobiet czuję się jakoś spokojniej, czuję bardziej wsparcie, niż rywalizację. Wyjątkiem są sporty walki, tam dziewczyny walczą, jakby chodziło o życie ich dzieci, są znacznie bardziej dynamiczne i agresywne, niż mężczyźni.
Zaczynam wręcz unikać środowisk, gdzie jest więcej facetów, niż kobiet, bo mnie te męskie emocje męczą